Rocznica Obławy Augustowskiej
Mieszkańcy Suwalszczyzny oddają hołd ofiarom Obławy Augustowskiej. Główne uroczystości rozpoczęły się w Gibach koło Sejn, przy pomniku upamiętniającym tragiczne wydarzenia sprzed 65 lat.
W lipcu 1945 roku powracające z frontu jednostki Armii Czerwonej i NKWD przy współpracy polskiej bezpieki przeprowadziły obławę w ówczesnych powiatach: augustowskim, suwalskim i w północnej części sokólskiego.
Zatrzymano kilka tysięcy osób podejrzewanych o przynależność do zbrojnego podziemia. 600 z nich zaginęło bez śladu. Rodziny zaginionych do dziś nie wiedzą, gdzie ich bliscy zostali pochowani.
Historyk z białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Marcin Zwolski twierdzi, że groby są raczej za naszą wschodnią granicą. W tej chwili jedynie dokumenty z niedostępnych dla Polaków archiwów sowieckich mogą pomóc w rozwikłaniu tej zagadki. Zdaniem Zwolskiego jest duża szansa, że jakieś dokumenty się zachowały.
Zaginionych grobów bezskutecznie szukał powstały w 1987 roku Obywatelski Komitet Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny.
Nielegalne przejęcia kamienic w Krakowie
Prokuratura w Krakowie zajmuje się sprawami 90 kamienic, które w ostatnich latach zostały odzyskane przez dawnych właścicieli. Lokatorzy podejrzewają, że do ich przejęcia doszło w sposób nielegalny, na podstawie sfałszowanych dokumentów.
- Zazwyczaj wygląda to tak, że zgłasza się pełnomocnik właścicieli lub ich dzieci, które żyją w innym kraju. Sędzia mu wierzy, choć jak jest dociekliwy, to sprawdza i dziwi się, dlaczego na ksero testamentu znalazł się późniejszy dopisek o zmianie spadkobiercy – mówi Graniwid Sikorski z Forum w Obronie Godności i Jedności Lokatorów i Bezdomnych. Według niego część pełnomocników posługuje się pismami, podpisanymi przez osoby, które nie istnieją. Dawno umarły, ale trudno to udowodnić. Organizacje lokatorskie podejrzewają, że na skutek bezprawnych działań zostało przejętych kilkaset kamienic.
Graniwid Sikorski ma szczegółowe dane na temat dużej ilości kamienic. Domagał się, aby prokuratura krajowa zajęła się sprawą krakowskich nieruchomości, gdzie w dziwny sposób odnajdywał się właściciel. Dostał odpowiedź, że sprawa została przesłana do krakowskiej prokuratury, która bada sprawę 90 budynków. – Pisma w tej sprawie zostały rozesłane do prokuratur rejonowych – powiedziała Bogusława Marcinkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Obóz Wielkiej Polski, oddział Alwernia w Krakowie
Dnia 21 czerwca 2010r. w Krakowie odbył się wykład Tomasza Greniucha na temat „Narodowe Siły Zbrojne-Żołnierze Wyklęci”. Prelegent przedstawił genezę Narodowych Sił Zbrojnych, a następnie skupił się na historii Henryka Flame „Bartka”. To właśnie ten zapomniany bohater jest tematem monografii autorstwa Tomasza Greniucha zatytułowanej „Król Podbeskidzia. Biografia kpt Henryka Flame”. Książka ta była dostępna do kupienia po wykładzie. Poruszenie tak mało znanego tematu, jak działalność Narodowych Sił Zbrojnych, będącego przez lata białą plamą w naszej historii spowodowało niemałe zainteresowanie. Tomasz Greniuch, będący historykiem młodego pokolenia specjalizującym się w temacie podziemia antykomunistycznego , z chęcią odpowiadał na wszelkie pytania zadawane przez publiczność. Oprócz członków Obozu Narodowo-Radykalnego ( organizatora ) na prelekcji obecni byli też przedstawiciel Obozu Wielkiej Polski ,Civitas Christiana, Młodzieży Wszechpolskiej, prawicowych środowisk kibicowskich, oraz osoby niezrzeszone.
Henryk Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek", (ur. 19 stycznia 1918 we Frysztacie na Zaolziu), od 1919 roku mieszkał w Czechowicach-Dziedzicach. Wykształcenie zdobył w gimnazjum i Szkole Przemysłowej w Bielsku-Białej. W 1936 roku wstąpił na ochotnika do wojska. Trzy lata później w stopniu kaprala pilota ukończył Szkołę Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Bydgoszczy. W wojnie obronnej Polski w 1939 r. jako pilot bronił Warszawy.
W drugiej połowie 1940 roku, dzięki interwencji rodziny, Flame został wypuszczony z niemieckiego obozu jenieckiego. Po powrocie do Czechowic, podjął pracę jako maszynista na kolei i związał się z konspiracją niepodległościową. Założył organizację HAK podległą Armii Krajowej, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie lat 1943 i 1944 - zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem - uciekł wraz z podkomendnymi do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki. W październiku 1944 roku został zaprzysiężony na żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych.
Kiedy 12 lutego 1945 roku do Czechowic wkroczyła Armia Czerwona, Flame - realizując zalecenia dowództwa NSZ - ujawnił się i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury, oddał się do dyspozycji "władzy ludowej". Wbrew protestom miejscowych komunistów objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. Realizując w dalszym ciągu wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów. W kwietniu 1945 roku, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, uciekł ze swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory zaczął występować jako "Bartek", odtwarzając odziały partyzanckie VII Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego NSZ. Tym samym rozpoczął "drugą konspirację". W okresie maj 1945 – luty 1947 Henryk Flame stał na czele największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim, którego liczebność w szczytowym okresie wynosiła ponad 300 żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów zgrupowanie przeprowadziło łącznie ok. 340 akcji zbrojnych.
Do największego wystąpienia zgrupowania pod dowództwem Flamego należało zajęcie Wisły w dniu 3 maja 1946 roku, w której na oczach sterroryzowanych komunistów przeprowadził dwugodzinną defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ. Otrzymał stopień kapitana NSZ i przydomek "Króla Podbeskidzia". We wrześniu 1946 r. w wyniku prowokacji Urzędu Bezpieczeństwa, co najmniej 167 żołnierzy zgrupowania "Bartka" zostało wywiezionych na Opolszczyznę i zamordowanych. Od tego czasu zgrupowanie pod dowództwem Flamego zaczęło tracić inicjatywę na rzecz komunistów, którzy w licznych obławach dziesiątkowali jego oddziały. W obliczu tak beznadziejnej sytuacji, Flame podjął decyzję o ujawnieniu się przy najbliższej okazji. Stała się nią amnestia uchwalona przez Sejm 22 lutego 1947 roku. Sam "Bartek" z najbliższym otoczeniem ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Był to dla komunistów ogromny sukces. Przyćmiewał go jednak fakt, że Flame pozostawał bezkarny, a według nich musiał ponieść karę. Ponoć nieoficjalny wyrok śmierci na "Bartka" wydał sam Bierut, który nie mógł znieść wspomnienia o przemarszu niemal 400 ludzi z NSZ przed posterunkiem MO w Wiśle. Do skrytobójczego zamachu na Flamego doszło 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który - tak samo jak inspiratorzy zamachu - nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię.
,,Bartek” stał się niekwestionowanym symbolem walki ludności Podbeskidzia z hitlerowskim i komunistycznym zniewoleniem. Warto, zatem sięgnąć po jego biografię. Książka Tomasza Greniucha szczegółowo przybliża nam postać ,,Bartka” – od młodości po śmierć w zabrzeskiej karczmie, ukazuje także jego życie poprzez pryzmat wypowiedzi tych, którzy go znali. Ważnym elementem publikacji są aneksy zawierające mapy, a nawet szczegóły dokumentacji opracowywanej przez UB w 1946 roku.
Kardynał Dziwisz znów poparł kandydata PO, czyli zaufani tajnych służb komunistycznych podają sobie ręce
Wczoraj, wczesnym rankiem, dzięki zabiegom posła PO Ireneusza Rasia (jego rodzony brat jest sekretarzem kardynała) Bronisław Komorowski został wprowadzony do pałacu kardynalskiego w Krakowie. Równocześnie odmówiono tego wszystkim pozostałym kandydatom. Powtórzyła się sytuacja sprzed pięciu lat, kiedy to, tuż przed ciszą wyborczą kardynał Stanisław Dziwisz w blasku fleszy przyjął w swoim pałacu ówczesnego kandydata PO na prezydenta, Donalda Tuska, odmawiając także tego samego pozostałym kandydatom.
Wczorajsze wydarzenie jest więc kolejnym jednoznacznym poparciem hierarchy dla konkretnej formacji politycznej, co dzieje się wbrew wcześniejszym ustaleniom, zakazującym duchownym angażowania się w kampanię wyborczą.
Kiedyś archidiecezja krakowska za tę postawę swego metropolity będzie musiała się wstydzić.
W spotkaniu wziął udział także Sławomir Nowak, zaciekle atakujący konkurencyjnych kandydatów, oraz wspomniany poseł Raś. Ten ostatni powiedział, co cytuję za sprzyjająca mu “GW”:
Dla mnie to spotkanie było szczególnie ważne, bo mieliśmy okazję porozmawiać o tym, że katolicy z PO są gorzej traktowani przez katolickie media niż katolicy z innych partii .
Co oznaczają te słowa? A to, że od tej pory te media katolickie, które podlegają metropolicie krakowskiemu, będą musiały dużo i życzliwie pisać o politykach PO, w tym zwłaszcza o samym Rasiu, którego ambicje są nadzwyczaj wygórowane. W innym fragmencie swej relacji gazeta Adama Michnika donosiła:
Sam kandydat po wizycie w kurii mówił: – Spotkanie przebiegło w duchu pełnego zrozumienia. Rozmawialiśmy m. in. o atmosferze towarzyszącej obecnej kampanii wyborczej i o innych ważnych dla Polski problemach, w tym też lokalnych, krakowskich.
Krakowski finał ma też kampania Jarosława Kaczyńskiego. Spotkania z kardynałem Dziwiszem nie będzie, bo metropolita dziś wyjeżdża z Krakowa.
Bardzo sprytne. Kiedyś archidiecezja krakowska za tę postawę swego metropolity będzie musiała się wstydzić.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Moskwa opublikowała Raport Burdenki-II
Ujawniono stenogramy zapisów rejestratorów lotu Tu-154. Rozmowy załogi – jeśli są prawdziwe – nie wyjaśniają w żaden sposób przyczyn tragedii. Na 80 metrach drugi pilot powiedział: “Odchodzimy”, po czym maszyna – zamiast wznosić się – zaczęła z ogromną prędkością opadać.
Zapis rozpoczyna się o 8:02 czasu polskiego, kończy o 8:41. O godz. 8:11 drugi pilot mówi: “Nie no ziemię widać… Coś tam widać… Może nie będzie tragedii”…
Piloci kilka razy mówią, że w razie niekorzystnych warunkach odejdą na drugie lotnisko. O godz. 8:32 kpt. Arkadiusz Protasiuk oznajmia: “Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia, odchodzimy w automacie“ [czyli na automatycznym pilocie - przyp. Niezależna.pl].
Najbardziej zagadkowy moment występuje przy pierwszym (i ostatnim) podejściu do lądowania. Wysokość decyzyjna, na której piloci powinni przerwać podejście, to 70 metrów. Następuje odliczanie: “100 metrów”, “90″. Gdy pada “80″, drugi pilot mówi: “Odchodzimy”, po czym… samolot dalej się zniża (na autopilocie, na którym – przypomnijmy – samolot miał odejść), a załoga ani słowem nie komentuje tego niezrozumiałego zachowania. Szybkość obniżania się Tu-154 jest na tym etapie ogromna: ok. 14 metrów na sekundę. Gdy samolot jest na wysokości 20 metrów, kontroler z wieży krzyczy: “Odejście na drugi krąg”, w tym momencie maszyna zahacza o drzewa, a piloci (drugi pilot? nawigator?) krzyczą “K…!!”. Zapis się urywa.
Z ujawnionego zapisu dowiadujemy się, że załoga otrzymała od Rosjan zgodę na lądowanie. Wiele słów i zdań zostało oznaczonych jako “nieczytelne”, w stenogramie bardzo mało jest np. rozmów między pilotami a wieżą lotów.
Izrael grozi użyciem siły przeciwko konwojowi statków z pomocą dla Gazy. Oświadczenie posłów RP
W Oświadczeniu “Przerwać blokadę Gazy!”, posłowie-członkowie polsko-palestyńskiej grupy parlamentarnej wyrazili poparcie dla konwoju statków z pomocą humanitarną dla Strefy Gazy, oraz oburzenie wobec gróźb Izraela użycia siły w powstrzymaniu pomocy “Flotylli Wolności”.
Pod oświadczeniem podpisali się: Jolanta Szczypińska (PiS), Piotr Cybulski (PiS), Zbigniew Kozak (PiS), Henryk Milcarz (Lewica), Mirosława Masłowska (PiS) oraz Omar Faris – prezes Stowarzyszenia Kulturalnego Palestyńczyków Polskich.
Przerwac blokadę Gazy!- oświadczenie
W tym tygodniu z misją humanitarną wyruszył do Gazy konwój złożony z ośmiu statków, przewożących materiały budowlane i pomoc medyczną niezbędną dla ludności cywilnej w Gazie. Pasażerowie statków są obrońcami praw człowieka i pracownikami wielu akcji humanitarnych. Zgodnie z procedurami wszystkie statki wcześniej poddano szczegółowej kontroli w portach, z których wyruszyły, żaden transport oraz osoby znajdujące się na pokładzie statków nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa Izraela. Pomoc ma być dostarczona organizacjom humanitarnym w Gazie.
Dlatego z wielkim niepokojem i oburzeniem przyjęliśmy oświadczenie władz Izraela, grożące tej flotylli użyciem siły, w celu jej przejęcia powstrzymania od dostarczenia pomocy humanitarnej. Całkowita blokada Strefy Gazy przez Izrael trwa już ponad 3 lata i oznacza coraz bardziej tragiczną sytuacje mieszkańców Gazy, o której mogliśmy się przekonać wspólnie z delegacją parlamentarzystów Europy podczas wizyty w Gazie w styczniu tego roku. Izrael jako siła okupacyjna w Strefie Gazy nie przestrzega Konwencji Genewskich, które nakładają na władze tego państwa ,obowiązek zapewnienia ludności cywilnej dostaw żywności i środków medycznych, oraz obowiązek utrzymania szpitali i innych służb medycznych „w miarę wszystkich swoich możliwości” (ar. art. 55 i 56 Czwartej Konwencji Genewskiej).
Wedle danych ONZ w trakcie Operacji” Płynny Ołów „przeprowadzonej w grudniu, 2008 r. i w styczniu 2009 r. wojska izraelskie uszkodziły bądź zniszczyły, co najmniej 11 000 domów, 105 fabryk, 20 szpitali i klinik oraz 159 szkół, uniwersytetów, przedszkoli i instytucji publicznych.
Około 51 800 mieszkańców Strefy Gazy zmuszonych było do emigracji, a blisko 20 000 do dziś pozostaje bezdomnymi. Izrael nie podjął dosłownie żadnych działań na rzecz odbudowy infrastruktury Gazy. Stan zniszczeń wojennych w Strefie Gazy jest ogromny, niezmieniony od dnia zakończenia działań wojennych a sytuacja bytowa ludności katastrofalna..
Władze Izraela zakazały również wwozu do Gazy ponad 2000 artykułów niezbędnych dla ludności cywilnej, w tym materiałów budowlanych cementu, szkła, papieru, żelaza, ale również leków, w tym onkologicznych, , mebli, , tkanin, środków higieny , soków owocowych a nawet zabawek dla dzieci.itp.
Była szefowa Agencji Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA), Karen Koning Abu Zajd, stwierdziła, że „bardzo niewiele dzieli Gazę od tego, aby stała się” pierwszym terytorium, rozmyślnie doprowadzonym do stanu skrajnej nędzy, za wiedzą, przyzwoleniem i – można rzec – poparciem społeczności międzynarodowej”.
Kryzys humanitarny w Strefie Gazy oraz pogwałcenie praw człowieka jest faktem, za który odpowiedzialność musi wziąć milcząca społeczność międzynarodowa. Czas na podjęcie wszelkich konkretnych działań w sprawie zniesienia blokady w Gazie!
My, niżej podpisani, deklarujemy całkowite poparcie dla Flotylli Wolności, której działania mają za cel realizację zasad prawa międzynarodowego w związku z koniecznością obrony prawa mieszkańców Strefy Gazy do ich ludzkiej godności..
Domagamy się, aby wszystkie państwa wypełniały swoje zobowiązania wynikające z Czwartej Konwencji Genewskiej zapewniając przestrzeganie prawa międzynarodowego przez Izrael, w celu natychmiastowego zakończenia śmiercionośnej blokady Gazy.
Apelujemy również o powstrzymania władz Izraela od ataku na pokojowy konwój!
Osobami uczestniczącymi w akcjach pomocy są cywile, dlatego wszystkie strony konfliktu maja obowiązek je respektować i chronić.
Apelujemy, również aby pracownikom humanitarnym i obrońcom praw człowieka płynącym w konwoju statków zapewniono bezpieczne dotarcie do Strefy Gazy.
Wałęsa ciągle nie rozumie dlaczego Polacy mają go dość
Lech Wałęsa jest rozczarowany wynikami sondażu na najlepszego prezydenta RP rozpisanego przez “Gazetę Wyborczą”. Zajął w nim przedostatnie miejsce, przegrywając z Aleksandrem Kwaśniewskim i Lechem Kaczyńskim.
Wałęsa z 11% głosów wygrał tylko z Wojciechem Jruzelskim (2%); Kwaśniewski zdobył 52%, a Kaczyński 27%. Skomentował to tak (pisownia i interpunkcja oryginalna):
Co za oceny i za co te oceny.
Każdy z tych Prezydentów był w innych warunkach formalno-politycznych i inne zadania miał do spełnienia , no i właśnie , kto , jak i co powinien osiągnąć .Tak należało by sprawy stawiać i tak oceniać
Moja była w koncepcji nie chcę ale , muszę . Tylko wielu tego nie rozumiało i do dziś nie rozumie .
Zawarliśmy porozumienie przy okrągłym stole, nie było innego lepszego wyjścia w tamtym czasie , Porozumienia te było maksymalne na ten moment ,ale w przyszłości ,gdyby na tym się zatrzymać okazało by się największą klęską .
Aby uratować niewątpliwie fakt , ale tylko fakt zwycięstwa przy okrągłym stole i dobić komunę musiałem zostać Prezydentem . Musiałem jeszcze ustanowić kilka nieodwracanych faktów może to
kiedyś zauważycie .To wszystko udało się i nikt inny nie mógł tego w tamtym czasie osiągnąć . Czy jesteście w stanie to zrozumieć i zauważyć jak wynika z tej ankiety raczej nie .
Taka jest ta publiczna demokracja i nic tu nie da się zrobić
W kilka godzin po tragedii pod Smoleńskiem, mafijny aparat PrzemOcy włamywał się do mieszkań, biur ofiar katastrofy
Trzy godziny po tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem funkcjonariusze ABW weszli do Domu Poselskiego, przeszukując pokoje parlamentarzystów, którzy zginęli na pokładzie Tupolewa – pisze “Rzeczpospolita”. Agencja nie powiadomiła o swojej akcji rodzin ofiar.
O przeszukaniach bliscy ofiar dowiedzieli się dopiero dwa dni później, w poniedziałek 12 kwietnia. Jak pisze “Rzeczpospolita”, rodziny do dziś nie dostały nawet informacji, jakie przedmioty zabrano. Oficjalnym powodem akcji ABW była chęć zabezpieczenia materiału genetycznego do identyfikacji ofiar. Rosjanie nie prosili jednak Polaków o takie kroki.
O wejściu ABW do Domu Poselskiego, jak i do prywatnych mieszkań polityków (m.in. Zbigniewa Wassermanna i Aleksandra Szczygły), mówiło się od kilkunastu dni. Na dzisiejszej konferencji prasowej naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski powiedział, że “może być taka sytuacja, że ABW – chcąc szybko pozyskać materiał porównawczy DNA do badań w celu identyfikacji zwłok – wchodziła do mieszkań, które nie mogły być udostępniane”.
Według informacji portalu Niezależna.pl, ABW dość wybiórczo potraktowała swoje zadanie, bo funkcjonariusze Agencji zajęli się przede wszystkim mieszkaniami polityków związanych z PiS (z domu Aleksandra Szczygły miał zginąć laptop). Podobnym zainteresowaniem podwładnych Krzysztofa Bondaryka (byłego członka Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej) nie cieszyły się natomiast mieszkania zmarłych w katastrofie przedstawicieli Rodzin Katyńskich czy załogi samolotu.
Głosami postkomunistów z SLD, przy udziale PSL, Platforma Obywatelska przegłosowała ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej.
Skandaliczny jest już sam ten fakt. Działacze SLD wprost deklarują, że ich ostatecznym celem w przedmiotowej sprawie jest likwidacja Instytutu. Projekt PO uznali za “idący w dobrym kierunku”. Nietrudno się zatem domyślić, co jest ostatecznym celem zmian ustawowych.
PO ustawowo paraliżuje pracę IPN
Rodzi się pytanie, dlaczego Platforma zdecydowała się na taki krok? Wszak sami jej liderzy przyznają, że profesor Janusz Kurtyka był popierany przez PO (kandydatura Jana Rokity) i został prezesem IPN głosami przede wszystkim tej partii. Dziś – podobno z powodu jednej książki o Lechu Wałęsie – Platforma zmierza w kierunku destrukcji tej instytucji. Można domniemywać, że stoją za tym naciski środowisk, którym dotychczasowa działalność IPN była nie na rękę, są też powody, by zakładać, że w tych środowiskach mogą znajdować się ludzie dawnych służb.
Polska znajduje się w przededniu kolejnych wielkich batalii historycznych. Przed nami obchody rocznicy katyńskiej, w sierpniu minie okrągła rocznica powstania “Solidarności”. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku mamy coś światu do udowodnienia. W przypadku Katynia należy pokazać skalę zbrodni wymierzonych w Naród Polski, zbrodni opartych na współpracy niemiecko-sowieckiej w latach 1939-1941. Rozmywanie tej wspólnej niemiecko-sowieckiej odpowiedzialności będzie z pewnością w jakiejś formie miało miejsce, tak jak to było w trakcie obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej. Przy okazji obchodów solidarnościowych jasno można wykazać, że upadek komunizmu w Europie Wschodniej zaczął się nie od upadku muru berlińskiego, lecz od wielkich protestów robotniczych w Polsce. Wszystko to jest niezwykle ważne, a pieczołowicie przygotowuje się do tego IPN. Naturalna byłaby współpraca rządu z tak wyspecjalizowaną placówką badawczą, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej. Tymczasem zamiast tej współpracy w przygotowaniu się do wielkich batalii historycznych stojących przed Polską mamy do czynienia z historyczną “wojną domową” wywołaną przez przedziwną koalicję PO i postkomunistów. O szkodliwości takiego stanu rzeczy trudno przekonywać. I nie wiadomo, czy chodzi tutaj o ochronę dawno już przebrzmiałej sprawy sporu o Lecha Wałęsę, czy raczej o ratowanie wizji historii lansowanej przez środowisko Wojciecha Jaruzelskiego i Adama Michnika.
Zamach na wolność słowa i badań naukowych
Już zbieramy owoce tak szkodliwych z punktu widzenia interesu narodowego działań. Ustawa rządowa dotycząca IPN zbiega się w czasie z wyrokiem sądu w sprawie książki Pawła Zyzaka, w którym skazano wydawnictwo Arcana w sposób równie absurdalny jak “Gościa Niedzielnego” w sprawie Alicji Tysiąc. Wiele środowisk naukowych wprost mówi o nowej cenzurze w III RP. Doświadczamy tego namacalnie, gdy widzimy studentów uciekających od “drażliwych” tematów w pracach magisterskich i doktorskich z najnowszej historii Polski. Ów strach młodych ludzi obserwowany na uniwersytetach jest nieprzypadkowy: wynika on z działań władz zamykających usta niewygodnym naukowcom. Można zatem powiedzieć, że walka o IPN jest w jakimś sensie szczytowym punktem walki o wolność słowa w Polsce. Bo jeśli nie ma wolności badań naukowych, to jak można mówić o wolności słowa? Wielu ludzi pióra pamiętających czasy PRL twierdzi, że o wiele lepsza od współczesnej formy cenzury (zasądzanie ludzi na odszkodowania za niewygodne poglądy i opinie, ustawowe uderzanie w niezależne placówki badawcze) była peerelowska cenzura prewencyjna. Wtedy twórca pisał to, co uważał, cenzor wycinał cały tekst lub jego fragmenty. Dzisiaj, oprócz kuriozalnych spraw sądowych, mamy do czynienia z poszerzającym się zjawiskiem autocenzury. Znawcy tematu doskonale wiedzą, że najskuteczniejszą formą ograniczania wolności wypowiedzi jest właśnie autocenzura. Nic bowiem nie jest w stanie tak ograniczyć twórcy jak strach samego autora przed wyimaginowaną napaścią zewnętrzną.
Straty ponoszą narodowa kultura i polityka
Jedną z największych wartości, którą posiadała Polska w tzw. wojnach historycznych, była wiarygodność instytucji takiej, jak IPN. Opierała się ona na niezależności Instytutu od bieżących uwarunkowań partyjnych. Powoływanie prezesa IPN było bardzo trudne, dokonywało się przez mozolne poszukiwanie najlepszego kandydata, a jego odwołanie nie było łatwe. Dlaczego? Żeby mieć gwarancję niezależności tej instytucji. Zatem publikacje IPN-owskie były niezwykle wiarygodne i w niczym nie przypominały książek wydawanych np. przez służbę kontrwywiadu Rosji na temat dwudziestowiecznych stosunków polsko-niemieckich czy polsko-sowieckich. Wedle nowej [uchwalonej 18.03.] ustawy prezesa powołuje i odwołuje zwykłą większością Sejm. Mamy więc do czynienia z całkowitym podporządkowaniem IPN większości rządowej. Poprzez dzisiejsze działania polityków zmierzamy bardzo szybko w kierunku wschodnich, azjatyckich standardów uprawiania nauki. Nauka w służbie partii (partii rządzącej), a nie nauka w służbie prawdy – oto realny wymiar przemian instytucjonalnych i kulturowych we współczesnej Polsce. Trudno wprost opisać, jak wielkie rany zadaje się w ten sposób narodowej kulturze i wizerunkowi polskiej polityki historycznej w przestrzeni międzynarodowej.
Prof. Mieczysław Ryba
Autor jest członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.
Rząd Tuska wraca do cenzury internetu
Kilka tygodni temu premier Donald Tusk zapewniał internautów, że nie będzie cenzurowania internetu, dziś rząd po cichu wraca do tego pomysłu. Wiceminister finansów Jacek Kapica chce regulacji prawnych, które pozwolą podległym mu służbom blokować witryny internetowe.
Ministerstwo finansów opublikowało list jaki Kapica wysłał do Macieja Berka, szefa rządowego centrum legislacyjnego, i Michała Boniego, szefa doradców premiera Tuska. Wiceminister finansów domaga sie stworzenia alternatywnego rozwiązania, które da mu pełną kontrolę nad funkcjonowaniem sieci.
Jak miałoby to wyglądać? Kapica wyjaśnia to w przygotowanych przez siebie założeniach do propozycji rozwiązania umożliwiającego zwalczanie nielegalnych gier urządzanych w sieci. Decyzję o nakazie blokowania adresu strony lub nakazie usunięcia treści, która reklamuje lub umożliwia gry hazardowe miałby podejmować sąd. Jej wykonawcą miałby być specjalna komórka służby celnej, którą według Kapicy powinni powołać w porozumieniu ministrowie finansów, sprawiedliwości oraz infrastruktury.
Służba miałaby też uprawnienia do kontroli czy obowiązek blokowania strony został wykonany. Za złamanie nakazu Kapica proponuje sankcje karne.
List wywołał zdumienie w środowisku internautów. Miesiąc temu na spotkaniu z nimi premier Donald Tusk zapowiedział, że o cenzurze internetu nie ma mowy. “Ustawa będzie procedowana, ale bez rejestru stron i usług niedozwolonych, (…) czy rejestr wróci, czy będą innego typu instrumenty, będzie zależało od wyników konsultacji społecznych” – mówił 5 lutego szef rządu.
“Mam nadzieję, że list Kapicy to wynik braku dobrej komunikacji w rządzie. W innym wypadku świadczyłoby to o tym, że rząd nie rozumie, czym jest internet i czym są konsultacje społeczne” – mówi Jarosław Lipszyc, prezes Fundacji Nowoczesna Polska, jeden z uczestników spotkania z Tuskiem w lutym. On debaty z rządem nie uważa za zamkniętą. Pod koniec marca fundacja organizuje panel dyskusyjny “Demokracja w czasach Internetu”, dziś na biurko premiera i jego doradców trafi zaproszenie na tę konferencję. “Będzie okazja, by wyjaśnić tam różniące nas kwestie” – dodaje Lipszyc.
Kapica przekonuje jednak, że bez tych rozwiązań nie da się skutecznie walczyć z nielegalnym hazardem w Internecie czy jego reklamą, jeżeli organizator takich zakładów będzie zarejestrowany poza granicami Polski. – Każdą blokadę można obejść – odpowiadają mu gremialnie internauci. I sugerują, że rozwiązania proponowane przez Kapice mają na celu umocnić na rynku pozycję Totalizatora Sportowego i zwiększyć wpływy do skarbu państwa. “Zablokujmy eBay, zwiększą się obroty Allegro i fiskus też na tym zarobi” – tak propozycje Kapicy podsumował jeden z internatów.
Rejestr stron i usług niedozwolonych pojawił się jako jeden z artykułów nowelizowanej ustawy hazardowej. Zakładał, że trafią do niego te strony czy usługi, które zawierają m.in. treści pedofilskie, umożliwiają oszustwa bankowe czy też urządzanie gier hazardowych. O dokonaniu wpisu do rejestru miałby decydować sąd na wniosek policji, agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, wywiadu skarbowego czy służby celnej. Po dokonaniu takiego wpisu operator strony musiałby w ciągu 6 godzin zablokować do niej dostęp. Przeciwko tym zmiana ostro zareagowali internauci, stwierdzając, że jest to nałożenie cenzury na internet. Pod protestem w tej sprawie podpisało sie ponad 80 tys. osób. W tym przedstawiciele największych portali internetowych. Pod wpływem nacisku internautów doszło do spotkania z szefem rządu, który obiecał wycofanie się z pomysłu stworzenia rejestru.
Obrażeni gówniarze złożyli pozew przeciwko prof. Legutko
Dwoje licealistów z Wrocławia, którzy zaistnieli próbując doprowdzić do usunięcia krzyży w swojej szkole będzie się procesować z eurodeputowanym PiS Ryszardem Legutką. We wtorek złożyli pozew. Maturzyści domagają się przeprosin i 5 tys. zł odszkodowania na cele społeczne. Pomaga im Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Prof. Ryszard Legutko.
Co tak ubodło członka redakcji antyklerykalnego portalu Racjonalista.pl. Zuzannę Niemier i Tomasza Chabinkę, że zamiast uczyć się do matury postanowili się procesować z byłym ministrem edukacji? – „Szczeniacka zadyma” zrobiona przez “rozpuszczonych smarkaczy, którzy czują się bezkarnie” – tymi słowami prof. Ryszard Legutko nazwał akcję uczniów z XIV LO we Wrocławiu.
W sprawę zaangażowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która wzięła stronę maturzystów. – Te słowa, zdaniem uczniów, naruszyły ich dobra osobiste – ocenił Maciej Bernatt z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Nie ma wątpliwości, że polityk zajmujący tak wysokie stanowisko powinien wyrażać swoje poglądy w taki sposób, aby nie dyskredytować działań młodych osób – dodał.
Z kolei pisarz i publicysta Bronisław Wildstein w rozmowie z Fronda.pl zamieszanie wywołane przez dwójkę młodych ludzi ocenił krótko: – Jestem zaskoczony, że rozwydrzonych gówniarzy nie można nazwać rozpuszczonymi smarkaczami. A do tego pomaga im organizacja szczycąca się ochroną praw człowieka. Tutaj występuje ograniczając wolność wypowiedzi i odbiera możliwość nazywania rzeczy po imieniu.
Uczniowie, rozochoceni orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ws. krzyży we włoskiej szkole, postanowili zdobyć sławę. Zażądali, żeby w ich szkole pozdejmować wizerunki ukrzyżowanego Jezusa. Ich postulat wywołał poruszenie w skali kraju. Skrajnie lewicowa “Gazeta Wyborcza” przedstawiała tych młodych ludzi jak bohaterów walki o wolność.
We wrocławskim liceum odbyła się w tej sprawie debata, w trakcie której uczniowie odcięli się od pomysłu swoich kolegów.
Członkowie WRON odzyskają wysokie emerytury
Towarzysz generał Wojciech Jaruzelski znowu będzie dostawał emeryturę generalską, którą wcześniej zmniejszono mu o połowę. Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją obniżenie wyższych emerytur członkom WRON. Natomiast za zgodne z konstytucją trybunał uznał odbieranie przywilejów emerytalnych oficerom służb PRL.
O uznanie całej ustawy tzw. deubekizacyjnej za niezgodną z konstytucją wnosił poseł Jan Widacki – SLD. Mówił w TK, że obniżenie emerytur UB i SB do tego poziomu to „prawnie niedopuszczalna represja”.
Według Widackiego, objęcie ustawą tych oficerów SB, którzy w 1990 r. byli pozytywnie zweryfikowani, oznacza niedotrzymanie zobowiązań wobec nich przez państwo. – Z racji zasiadania we WRON nie przysługiwały żadne dodatkowe przywileje emerytalne – twierdził.
Szef WRON gen. Wojciech Jaruzelski – sądzony za bezprawne wprowadzenie stanu wojennego w 1981 r., – dostawał ponad 8 tys. zł emerytury generalskiej, co zostało zmniejszone o połowę na podstawie podważanej przez SLD ustawy.
W 2009 roku Instytut Pamięci Narodowej zapowiadał, że na podstawie ustawy deubekizacyjnej wyższe świadczenia straci około 41 tysięcy osób. Od tego roku obniżono świadczenia ok. 24 tys. świadczeniobiorcom zakładu emerytalno-rentowego MSWiA, w tym 5,7 tys. to wdowy i inni bliscy osób już nieżyjących. Ponad 7 tysięcy osób odwołało się już do sądów od decyzji o obniżce świadczeń.
W listopadzie 2009 r. prezes IPN Janusz Kurtyka ujawnił, że około 2 tysięcy funkcjonariuszy SB, których akta znajdują się w tajnym tzw. zastrzeżonym zbiorze IPN (gdzie są akta aktualne dla bezpieczeństwa państwa), nie stracą wyższych świadczeń, bo IPN nie wolno udzielać ich akt organom emerytalno-rentowym.
Mimo wszystkich rozstrzygnięć prawnych, nie do podważenia pozostaje wciąż bolesny dla polskich przemian fakt, że funkcjonariusze PRL dostają wyższe świadczenia niż zwykli emeryci, często ich ofiary. Przeciętna emerytura byłych funkcjonariuszy służb PRL wynosi teraz 2351 zł i wciąż jest wyższa niż zwykłego emeryta, który dostaje przeciętnie 1632 zł.
W TVP spadła głowa za „Towarzysza generała”
SLD dopiął swego. Szefowa publicystyki w Jedynce Anita Gargas została odwołana ze swojej funkcji przez zarząd TVP. Na temat jej odejścia spekulowano już zaraz po tym, jak 1 lutego wyemitowano film „Towarzysz generał” pokazujący karierę Wojciecha Jaruzelskiego po 1944 r.
Po filmie Roberta Kaczmarka i Grzegorza Brauna rozpętała się burza. Na autorów oraz odpowiedzialnych za TVP1 gromy miotała lewica. – Dymisja Anity Gargas, albo członka zarządu rekomendowanego przez PiS Przemysława Tejkowskiego – taką alternatywę wg informacji „Dziennika Gazeta Prawna” postawili posłowie SLD.
Zarząd TVP podjął decyzję obradując w trzyosobowym składzie. Bez prezesa Romualda Orła. Nietrudno się domyślec, że za odejściem szefowej „Misji Specjalnej” głosowało dwóch członków zarządu poleconych przez lewicę: Włodzimierz Ławniczak i Paweł Paluch. Przeciwko był Tejkowski.
Dokument o „Towarzyszu generale” wzbudza bardzo duże zainteresowanie. Jeszcze przed jego premierą protestowały Maria Zmarz-Koczanowicz i Teresa Torańska. Domagają się wycofania filmu. – Autorzy filmu wycięli ujęcia z naszego filmu, wmontowali je w swój i opatrzyli własnym komentarzem niezgodnym z kontekstem, w jakim te ujęcia były przez nas filmowane, a w napisach umieścili nasze nazwiska, co sugeruje, że mieli na to naszą zgodę – napisały w piśmie skierowanym do zarządu TVP oraz do wiadomości Rad: Nadzorczej i Programowej.
Zwolnienie Gargas to nie jedyna decyzja po linii lewicy. W środę kierownictwo TVP wstrzymało emisję zapowiadanego wcześniej filmu Piotra Kobalczyka o nieznanych faktach drugiego internowania działaczy „S” w 1982 r. Pokazuje on niechlubną rolę w tej operacji m.in. gen. Czesława Kiszczaka i Jaruzelskiego. Telewizja wyemitowała już jego zajawki.
A co na to prezes TVP Romuald Orzeł? – „Jestem na urlopie, wracam 1 marca, przepraszam” – napisał w esemesie “Rzeczpospolitej”, która chciała się z nim skontaktować.
Skandale wokół minionej 65. rocznicy “wyzwolenia” obozu Auschwitz znowu podzieliły
Szoah to żydowski wymysł. Pamięć o Holokauście wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści. Te słowa bp Tadeusza Pieronka dla włoskiego portalu Pontifex.roma obiegły cały świat w wigilię 65. rocznicy “wyzwolenia” Auschwitz.
Z historycznego punktu widzenia nie jest prawdą, że w obozach zginęli wyłącznie Żydzi, prawda ta jednak jest dziś niemal ignorowana. Niewątpliwie w obozach koncentracyjnych umierali w większości Żydzi, ale na liście są też Polacy, Cyganie, Włosi i katolicy – zwierzał się “pontifexowi” polski biskup, nieświadom najwyraźniej, jakie gromy na siebie ściągnie. – Nie wolno więc zawłaszczać tej tragedii, by uprawiać propagandę.
Kwestia nazewnictwa
Dlaczego jednak dzieje się odwrotnie i tragedia Auschwitz jest zawłaszczana? Tadeusz Pieronek nie ma wątpliwości: – Żydzi mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, arogancji, którą uważam za nie do zniesienia.
A czy biskup zastanowił się, jak słowa te przyjąć mogą środowiska żydowskie? Toż to obraza, najczystszej wody antysemityzm w wykonaniu polskiej, czarnej, zaściankowej sotni. Ale biskup spod Wawelu brnął dalej. Na pytanie, czy sądzi, że pamięć o Holokauście jest instrumentalnie wykorzystywana, odpowiedział bez ogródek: – Oczywiście, że tak. Wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści.
A więc jednak. Przedsiębiorstwo Holokaust istnieje. I potwierdza to polski duchowny. Oj, nieładnie, księże biskupie. Trzeba natychmiast przeprosić!
I Tadeusz Pieronek już nazajutrz przeprosił: – To nie są moje poglądy, dziennikarz dopowiedział sobie kilka rzeczy – twierdził w wywiadach dla polskich mediów. A tak w ogóle to wywiad nie był autoryzowany – ten argument miał przesądzić o niewinności biskupa.
No tak, autoryzacja. Gdzieś ostatnio to słyszałem. A, na komisji śledczej. Taki sam argument podnosił “Zbychu” Chlebowski. Autoryzacja. Obca cywilizacji śródziemnomorskiej, przyjechała do nas ze Wschodu. A ostatnio najwyraźniej bardzo spodobała się polskim autorytetom. Zarówno świeckim, jak i tym w sutannach.
Biskup odciął się od swoich słów, ale nie do końca. Potwierdził bowiem, że Szoah i Holokaust to żydowski wymysł, ale w sensie nazewnictwa – termin wymyślił Elie Wiesel, węgierski Żyd, urodzony w Rumunii, w czasie wojny więzień Auschwitz (dodajmy: znany z niewyparzonego języka i obarczania Polaków winą za Holokaust właśnie). Natomiast jako ludobójstwo, jako zamiar zgładzenia narodu żydowskiego, jest to autorskie dzieło Niemców hitlerowskich. Tadeusz Pieronek powtórzył również, że Szoah jest ideą, która ma integrować społeczność żydowską na świecie i można ją uznać za propagandę na rzecz narodu izraelskiego.
“Dabru emet”
Słowa hierarchy wywołały burzę w… “Gazecie Wyborczej”. Nawet te, bardziej uładzone, wypowiedzi uznała za język, który nie przystoi biskupowi. W domyśle: “język nienawiści”, określenie jakże popularne, mające na celu wykluczenie wszystkich oponentów, w tym tych, którzy ośmielają się negować istnienie Przedsiębiorstwa Holokaust.
Całe szczęście, “Wyborcza” nie jest monopolistą, jeśli chodzi o prawdę, również tą o Holokauście. Bolesław Szenicer, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Starozakonnych w RP, były wieloletni dyrektor Cmentarza Żydowskiego w Warszawie, tak skomentował całą aferę w jednej z gazet: “Sprawa jest bardzo prosta. W materiale włoskich dziennikarzy powiedziane jest to, co powszechnie wiadomo. Wcześniej zostało to dokładnie wytłumaczone w książce księdza profesora Waldemara Chrostowskiego »Kościół, Żydzi, Polska«. Prawdą jest, że dziś lobby żydowskie na świecie wykorzystuje Holokaust dla swoich interesów. Żydzi chcą budować Przedsiębiorstwo Holokaust, wykorzystując tę straszliwą tragedię. Żadne uroczystości – w getcie, w Auschwitz – nie mogą zakazywać nam mówienia prawdy. Niezależnie od okoliczności musimy iść drogą wyznaczoną przez Biblię – »dabru emet«, czyli »mówcie prawdę«. Tego właśnie domagali się Żydzi od chrześcijan we wspólnym dialogu. Tylko że oni inaczej rozumieją tę prawdę”.
Sowieci wkroczyli
do opuszczonego obozu
A teraz jeszcze o “wyzwoleniu” Auschwitz, które mieli przynieść żołnierze Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r. Ostatnie apele odbyły się w obozie dziesięć dni wcześniej – 17 stycznia. Następnego dnia rozpoczęła się ewakuacja więźniów pod eskortą załogi SS.
Oddajmy głos Teresie Kuczyńskiej, więźniarce Auschwitz, a po latach dziennikarce: “18 stycznia 1945 r. Niemcy w pośpiechu wyprowadzili z Auschwitz-Birkenau (Oświęcimia-Brzezinki) ostatnie piesze kolumny ewakuacyjne więźniów, którzy przeżyli. Właściwie więźniarek, bo ich najwięcej pozostało w obozie. Większość mężczyzn ewakuowano do obozów w głębi Niemiec wcześniej, głównie pociągami. Dzień był piękny, słoneczny, ale bardzo mroźny, dochodziło do minus 20 stopni. Głęboki śnieg łagodził obozowy pejzaż. Przed blokami administracji obozowej drugi już dzień płonęły ogniska z dokumentów, list zmarłych, sprawozdań. Dopalało się ostatnie z pięciu krematoriów. Coraz głośniejszy stawał się huk armat nadchodzącej Armii Czerwonej”.
Wieczorem w obozie pozostały już tylko nieliczne ludzkie szkielety. One były wolne. Zanim do Auschwitz wkroczyły pierwsze oddziały Armii Czerwonej, minęło… dziewięć dni. SS-mani nie bronili się, bo po prostu ich już nie było. Sowieci wkroczyli do prawie pustego (z wyjątkiem tych nielicznych więźniów) obozu. Czy było to zatem wyzwolenie? Takie powtarzane od lat twierdzenia to trwała pozostałość po komunistycznej propagandzie. Podobnie, jak “wyzwolenie” Warszawy 17 stycznia, również przez Sowietów. Jeśli w ogóle używać tego zafałszowanego terminu – wyzwolili ruiny i zgliszcza.
“Oswobodzenie obozu,
ale nie jego więźniów”
Oddajmy jeszcze raz głos Teresie Kuczyńskiej: “Po parogodzinnym wyczekiwaniu na mrozie więźniarki Auschwitz-Birkenau otrzymują po bochenku gliniastego chleba i puszce konserwy mięsnej, i pada rozkaz wymarszu. W nieznane. Jestem wśród nich. W grupie kilkudziesięciu dziewczynek z Warszawy, przywiezionych w sierpniu do Auschwitz z Powstania Warszawskiego z rodzicami i rodzeństwem. Niemcy przywieźli tu wówczas kilkanaście tysięcy warszawiaków. (…) W ciągu całej tej drogi po ziemi górnośląskiej nie napotkaliśmy człowieka ani pojazdu. Wyizolowano nas. Trudno się dziwić, stanowiliśmy pochód szkieletów, powłóczących nogami, odzianych w łachmany, z czerwonym wielkim krzyżem, wymalowanym na plecach olejną farbą, to gdybyśmy chciały uciec, ogolone głowy miałyśmy okutane szmatami. Szkoda, że nikt tych marszów nie sfotografował wówczas, byłyby ciekawym uzupełnieniem planowanego Centrum Wypędzonych. (…) Po dwóch dniach jazdy jesteśmy u celu. To Ravensbrück, obóz koncentracyjny za Berlinem. Wysiadamy w niepełnym już składzie osobowym, z głodu i zimna. Ten nowy obóz nie był jednak dla nas ostatnim, w marcu wywieziono nas dalej, na północ Niemiec, do kolejnego obozu Rechlin. A stamtąd, kiedy liczyłyśmy na wyzwolenie, tym razem przez Amerykanów, pognali nas Niemcy pieszo jeszcze dalej, i tak wędrowałyśmy po drogach niemieckich, dzieci i kobiety z Auschwitz, dokładnie do ostatniego dnia wojny. I nawet nie wiemy, kto nas w końcu wyzwolił, bo w ostatnim naszym obozie spotkały się wreszcie wojska radzieckie z wojskami amerykańskimi. (…) Okrutne przeprowadzenie tej operacji w mroźne dni stycznia 1945 roku sprawiło, że przeszła ona do historii jako »marsze śmierci«. Uczestniczyło w nich 58 tysięcy więźniów – kobiet, mężczyzn i dzieci, głównie Polaków i Żydów. Żołnierze radzieccy, wkraczający do Auschwitz 27 stycznia, zastali tam już tylko 4 tysiące ciężko chorych więźniów i 180 małych dzieci. (…) To było tylko oswobodzenie obozu, ale nie jego więźniów”.
I jeszcze o “wyzwoleniu” przez Sowietów innych niemieckich obozów: “Według prof. Normana Finkelsteina (“Gorliwi kaci Hitlera”), z około 750 tysięcy więźniów, jacy przeżyli do stycznia 1945 roku i brali udział w tych przemieszczeniach, zginęła ich jedna trzecia. Z fizycznego wyniszczenia, chorób, zimna lub zastrzelonych”.
Bez Pileckiego
Podczas tegorocznych uroczystości rocznicowych w byłym niemieckim, nazistowskim obozie Auschwitz-Birkenau wszyscy oficjele mówili jednak o sowieckich wyzwoleniu. Prezydent Lech Kaczyński, premier Donald Tusk, premier Izraela Benjamin Netanjahu i szef PE Jerzy Buzek. Tak samo byli więźniowie: August Kowalczyk (aktor), Władysław Bartoszewski (profesor), Marian Turski (szef działu historia w tygodniku “Polityka”). Nad cierpieniem lat wojny i radością oswobodzenia pochylił się papież Benedykt XVI w przesłaniu i prezydent USA Barack Obama w liście.
Była mowa o więźniach Polakach, więźniach innych narodowości, przede wszystkim o Żydach. Przypomniano piękną postać Jana Karskiego, który informował świat o tragedii obozów, ale ten świat pozostał obojętny, bo nie uwierzył.
Ale o Auschwitz raportował także rotmistrz Witold Pilecki. A o nim nie było podczas uroczystości ani słowa. Czyżby dlatego, że potem stał się więźniem, a w końcu ofiarą komunistów, a o tym świat do dziś słyszeć nie chce? A o Pileckim w Auschwitz powinno być szczególnie głośno i to w pierwszej kolejności. To on dobrowolnie poszedł do obozu, aby organizować tam konspirację zbrojną, która miała odbić Auschwitz z rąk Niemców przy pomocy z zewnątrz. I mimo, że plan został uznany przez dowództwo Armii Krajowej za nierealny, to bohaterskiemu rotmistrzowi właśnie, dzięki świetnie zorganizowanemu systemowi pomocy, wielu więźniów – towarzyszy niedoli – zawdzięcza lepsze traktowanie, a nawet życie.
To Pilecki chciał wyzwolić obóz, Armia Czerwona tylko do niego wkroczyła. A dziś wszyscy mówią o Sowietach, a o Pileckim nic. Nic również dziwnego, że taki nieistotny i nieznany człowiek przepadł w głosowaniu Parlamentu Europejskiego na bohatera Europy.
Córka rotmistrza, Zofia Pilecka-Optułowicz: – Kilka dni temu słowo Auschwitz było na ustach całego świata. Jednak w oficjalnych przemówieniach nazwisko taty nie padło ani razu. Jest mi bardzo przykro z tego powodu. Ale już wcześniej Europa wyrzekła się go, w tym głosami polskich posłów.
Tadeusz M. Płużański
Powstańcy warszawscy nie mają na leki
Ministerstwo Zdrowia wie o problemie kombatantów z dostępem do leków, ale żadnych działań nie podejmuje
Żołnierze Armii Krajowej, którzy narażali swoje życie dla Ojczyzny podczas II wojny światowej, nie mają prawa do refundacji leków. Znaczna ich część znajduje się w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej, utrzymując się z głodowych rent inwalidzkich. Na bezpłatne leki mogą liczyć jedynie kombatanci, którzy stali się inwalidami podczas wojny. Pozostali, nawet ci z I grupą inwalidzką, muszą radzić sobie sami.
Anna Zielińska z Warszawy w wieku 15 lat walczyła w Powstaniu Warszawskim w szeregach Zgrupowania Armii Krajowej “Zaremba-Piorun”. Dostała się do niewoli niemieckiej. Udało się jej zbiec z transportu do Oświęcimia. Obecnie ze względu na martwicę siatkówki jest niewidoma; poza tym porusza się o kulach. Leczenie jest kosztowne. – Jestem po operacji nowotworu złośliwego, biorę również leki na oczy, m.in. witaminy, które nabywa się bez recepty. Jestem inwalidką pierwszej grupy, pobieram rentę inwalidzką w wysokości 788 zł, a dodatek kombatancki wynosi 150 złotych – mówi “Naszemu Dziennikowi” Anna Zielińska. Podkreśla, że dopłat do leków nie udziela opieka społeczna, a możliwości Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych są bardzo ograniczone.
- Zgodnie z prawem urząd nie może udzielić “dotacji na leki”. Jednak jeśli dana osoba znajduje się w trudnej sytuacji materialnej i nie ma za co wykupić leków, to może zwrócić się z wnioskiem do kierownika UdSKiOR o udzielenie doraźnej pomocy pieniężnej – twierdzi Tomasz Lis, szef Biura Dyrektora Generalnego UdSKiOR.
Anna Zielińska przyznaje, że zwróciła się do urzędu z prośbą o pomoc i ją otrzymała – raz na rok dostaje zapomogę w wysokości 600 zł, ale to zdecydowanie za mało. Lis wskazuje, że kombatanci mogą wystąpić z prośbą do Narodowego Funduszu Zdrowia o przyznanie bezpłatnych leków. Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych bezpłatne zaopatrzenie w leki oznaczone symbolami “Rp” lub “Rpz” przysługuje następującym grupom: kombatantom – inwalidom wojennym, inwalidom – osobom represjonowanym, czyli więźniom obozów niemieckich i sowieckich, którzy doznali tam trwałego uszczerbku na zdrowiu, ich małżonkom pozostającym na ich wyłącznym utrzymaniu, wdowom i wdowcom po zmarłych inwalidach wojennych oraz osobach represjonowanych uprawnionych do renty rodzinnej – wylicza Lis. Problem jednak w tym, że Anna Zielińska nie może z tego skorzystać, bo nie ma statusu inwalidy wojennego, więc w świetle obowiązującego prawa refundacja jej nie przysługuje. – Potrzebna jest ustawa, ale kiedy ona powstanie? Chyba wtedy, kiedy już nas nie będzie…? – podsumowuje Zielińska.
Zaskoczeni problemami kombatantów są posłowie z sejmowej Komisji Zdrowia. Przewodniczący komisji Bolesław Piecha (PiS) przypomina, że ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych “była już nowelizowana kilka lat temu”. – Wtedy poszerzono krąg osób uprawnionych do bezpłatnych leków o represjonowanych, inwalidów wojennych i wojskowych. Dla mnie zaskoczeniem jest to, o czym słyszę. Nie spotkałem się z taką grupą osób – stwierdza Piecha i obiecuje, że osobiście się tym problemem zajmie.
Piotr Olechno, doradca ministra zdrowia, przyznaje, że słyszał o kłopotach kombatantów z dostępem do bezpłatnych leków. Na nasze pytanie, czy resort zamierza znowelizować istniejącą ustawę, by poszerzyć zakres świadczeniobiorców, odpowiada, że “być może prace nad tym trwają”.
(Imię i nazwisko zmieniono na prośbę bohaterki artykułu).
Na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem się ogólnopolskiego protestu, pomimo wcześniejszych wypowiedzi ministrów prezydenckich Pawła Wypycha, Mariusza Handzlika i Władysława Stasiaka, pan Lech Kaczyński przerwał milczenie i zabrał głos jak na prezydenta Rzeczypospolitej przystało.
Oświadczenie to nie zawiera słowa “ludobójstwo”, ale jest dla Kresowian dużym krokiem w ich walce o prawdę.
Oświadczenie to jest także osobistą porażką tych osób z kręgu prezydenckiego, którzy w sposób bezkrytyczny, wbrew głosom rodzin pomordowanych na Kresach , wspierali “pomarańczowego” gloryfikatora UPA, Mam tu na myśli przede wszystkim Michała Kamińskiego, Bogusławę Berdychowską, Marka Kuchcińskiego i Pawła Kowala. Niektórzy z nich za tę swoją postawę zostali wynagrodzeni przez Juszczenkę “błyskotkami” w postaci orderów.
Jak utrzymać apanaże – “Wyborcza” instruuje zabójcę księdza Popiełuszki
“Gazeta Wyborcza” postanowiła doradzić komunistycznym oprawcom, jak uniknąć obniżenia emerytury. Osoby represjonowane przez reżim są zbulwersowane. Zastanawiają się, czy gazeta, która wyrosła na “Solidarności”, opublikuje poradnik, jak katowani i prześladowani przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa mogą uzyskać odszkodowania.
Gazeta o tzw. solidarnościowym rodowodzie przeciera nowe szlaki. We wczorajszym numerze zamieściła artykuł pt. “Emerytury byłych funkcjonariuszy specsłużb”. Dzięki niemu komunistyczni oprawcy mogą dowiedzieć się, co muszą zrobić, aby ich skandalicznie wysokie emerytury nie zostały obniżone na mocy ustawy z 2009 roku. Dokument ma być pewną formą oddania sprawiedliwości tym, którzy byli represjonowani za czasów komunistycznych, a teraz niestety żyją zazwyczaj w gorszej sytuacji materialnej i bytowej od swoich prześladowców. Na zakończenie poradnika “Gazeta Wyborcza” pociesza czytelników, że ustawa znajduje się w Trybunale Konstytucyjnym i jego negatywne orzeczenie względem jej konstytucyjności “stanowi podstawę do wznowienia postępowania, uchylenia decyzji lub innego rozstrzygnięcia”.
Artykułem zbulwersowani są członkowie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych (OSIR). Janusz Olewiński, przewodniczący zarządu OSIR z Siedlec, nie kryje wzburzenia. – Trudno coś takiego komentować. Jeśli chodzi o tę ustawę, to generałom, którzy pobierali emerytury miesięcznie średnio w wysokości 9570 zł, obniżono je do 8590 złotych. W innym przypadku morderca ks. Jerzego Popiełuszki Adam Pietruszka ma zmniejszone świadczenie z 4500 do 3900 złotych. Są to więc naprawdę śmieszne kwoty – zauważa Olewiński. Podkreśla, że nie wydano jeszcze żadnego poradnika dla osób represjonowanych, które mają głodowe świadczenia emerytalne. – Jeżeli nasz kolega pobiera emeryturę 590 zł, to coś tu jest nie tak. Ja mam natomiast przyznaną rentę z ZUS po wyjściu z więzienia z Kwidzyna, a następnie pobycie w szpitalu, w wysokości 550 złotych. W związku z tym nie wiem, gdzie wystąpić i kto by mógł nam pomóc, bo jesteśmy dyskryminowani materialnie w porównaniu z innymi ludźmi – dodaje.
W jego opinii, publikacje “Wyborczej” pouczające esbeków, jak uniknąć obniżki emerytury, to rzecz haniebna. – To właśnie nasze środowisko oczekuje porady: co robić? A tymczasem oni radzą esbekom. Niech “Gazeta Wyborcza” opublikuje, jak więzieni przez komunistów i represjonowani mogą dochodzić jakiegoś zadośćuczynienia i wsparcia – konstatuje prezes siedleckiego OSIR.
Krakowski oddział OWP przeprowadził akcję na krakowskim Podgórzu czyli jednego z największych skupisk osiedli w Krakowie. Akcja miała charakter informacyjny i została przeprowadzona kilku stopniowo, czyli w formie, rozlepiania wlepek, jak i rozprowadzania ulotek. Akcja ta będzie kontynułowana nadal, wraz z innymi formami działań, o których będziemy informować.
Stowarzyszenie Sympatyków LKS Pogoń Lwów oddział Małopolska i Śląsk zapraszają na spotkanie otwarte, które odbędzie się w Krakowie w dniu 10 lipca 2010 r. Miejsce spotkania: Still, godzina 17.00. Tematem spotkania będzie historia polskich Kresów oraz piłkarskiej Dumy Lwowa - Pogoni Lwów.
Referaty tematyczne:
-"Kresy wschodnie - zarys historyczny"
-"Kresy - nasze zobowiązanie"
-"Pogoń Lwów - historia i współczesność"
Dodatkowo każdy uczestnik spotkania, który zgłosi wcześniej swoją obecność otrzyma prezentację multimedialną dot Polskich Kresów.
Po części oficjalnej, dla zainteresowanych przewidziana część nieoficjalna przy grillu..
Zapraszamy
Ave Pogoń!
Stop poprawności politycznej.
OWP oddział Alwernia przeprowadził akcję propagandową Stop porawności politycznej zainicjowanej przez OWP i konsekwentnie realizowany, na stronie internetowej oraz w terenie.
Akcja oddziału zbiegła się z imprezą Dni Alwerni 25 - 27 czerwca 2010 , co pozwoliło na dotarcie do większej ilości spółeczności Alwernii i okolic.
Mimo akcji odwetowych prowadzonych przez środowiska lewackie i anarchistyczne, akcja będzie kontynuowana. Bo tylko w ten sposób można dotrzeć do umysłów ludzkich i przekazać informacje dotyczące zagrożeń ze strony lewacko anarchistycznej ideologi.
Stanowisko środowisk narodowych w sprawie wyborów
Sygnatariusze niniejszego stanowiska zaniepokojeni dezorientacją Rodaków organizowaną przez media tzw. publiczne jak i prywatne, w trosce o stan Ojczyzny czują się zobowiązani do wyrażenia swej opinii w kwestii nadchodzących wyborów prezydenckich.
Jesteśmy przekonani, że najwyższe stanowisko w państwie powinno zostać powierzone osobie moralnie nieskazitelnej, gwarantujące troskę o polską rację stanu, właściwie pojmującą polski interes narodowy i zdeterminowaną do jego obrony na forum międzynarodowym. W kraju natomiast popierany kandydat powinien wykazać się niezależnością od grup nacisku i koteryjnych układów. Z przykrością jednak zauważamy, iż żaden z kandydujących obecnie na urząd prezydenta nie spełnia wszystkich tych podstawowych warunków.
Zatem w tej sytuacji wyrażamy przekonanie, iż środowiska narodowe powinny powstrzymać się od poparcia któregokolwiek z kandydatów, a jedynie pozostawić wolną rękę swoim członkom i sympatykom do głosowania (lub jego zaniechania) w zgodzie z własnym sumieniem. Jesteśmy głęboko przekonani, że nie możemy po raz kolejny ulec sugestii wyboru tzw. mniejszego zła gdyż takowe nie istnieje. Wolny wybór człowieka pozostaje między dobrem a złem, a prawość i godność nie dopuszczają do relatywizmu moralnego - tak w życiu osobistym, jak i społecznym. Nie dajmy przeto sobą dalej manipulować, bo wstrzymanie się od głosowania lub oddanie głosu nieważnego też jest wyborem do którego prawo ma każdy obywatel Polski.
Podpisali:
/-/ Maciej Wydrych - Prezes Zarządu Głównego Obozu Wielkiej Polski
/-/ dr Eugeniusz Malinowski - Prezes Organizacji Narodu Polskiego - Liga Polska
/-/ Bartosz Bekier - Przewodniczący Falangi
/-/ Marian Brudzyński - Przewodniczący Komitetu Obrony Wiary i Tradycji Narodowych „Pro Polonia"
/-/ Maciej Migus - Przewodniczący Łódzkiego Ruchu Narodowego „Szczerbiec"
/-/ Karol Jasiński - Redaktor Naczelny pisma "Monarchista"
/-/ Michał Sroka - Vice Prezes Zarządu Głównego Młodzieży Wszechpolskiej, Prezes Okręgu Małopolskiego MW
/-/ Tomasz Piczura - Przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia Obóz Narodowo-Radykalny Podhale
/-/ Artur Zienkiewicz - Kierownik Główny Obozu Narodowo-Radykalnego
/-/ Kazimierz Murasiewicz - Przewodniczący Stronnictwa Narodowego Koło Grodzkie w Zakopanem
/-/ Marian Barański - Przewodniczący Stowarzyszenia Narodowego im. R. Dmowskiego
/-/ Antoni Jankowski - Przewodniczący Związku Zawodowego "Piast"
/-/ Tomasz J. Kostyła - dziennikarz, poeta
Uwaga ! W skutek reorganizacji, powstał oddział Alwernia Obozu Wielkiej Polski.
Oddział swoim zasięgiem obejmuję powiat chrzanowski, a zwłaszcza miasto Alwernia.
Kontakt z oddziałem :
GG 8981548
e-mail : janusz.mucha@owp.org.pl
tel. 660738109
21 czerwca o godz. 17:00 w lokalu Civitas Christiana przy ul. Garbarskiej 9 w Krakowie odbędzie się prelekcja na temat Narodowych Sił Zbrojnych. Po wykładzie możliwy będzie zakup książki "Król Podbeskidzia. Biografia kpt Henryka Flame".
''Stop !Poprawności politycznej!''
Obóz Wielkiej Polski dzielnica Małopolska i Świętokrzyska, rozpoczynają szeroko zakrojoną akcję plakatową '' Stop! Poprawności politycznej!''.
Akcja jest wymierzona w wszechobecną poprawność polityczną kreowaną przez wcześniejsze i dzisiejsze rządy w Polsce.
'' Mamy nadzieję że ta akcja, zostanie dostrzeżona przez społeczeństwo polskie. Akcja jest podzielona na kilka elementów.
1. Akcje plakatową - w terenie
2. Akcje informacyjną
- w formie ulotki
- w formie publikacji na stronie internetowej
Mamy nadzieję że ta forma będzie dostępna i zrozumiała dla każdego Polaka, który zapatrzony w telewizyjną propagandę, nie dostrzega nic więcej.
JanuszOWP i BartekOWP ''
Kraków: Międzyuczelniany Komitet Protestacyjny NIE dla dewiacji
Studenci kilku krakowskich uczelni powołali Międzyuczelniany Komitet Protestacyjny NIE dla dewiacji”. Jest to odpowiedź na planowany kolejny marsz środowisk homoseksualistów, który ma się odbyć 15 maja. Studenci zachęcają wszystkich, dla których poszanowanie praw Bożych i troska o moralność publiczną nie jest rzeczą obojętną do wzięcia udziału w akcji protestacyjnej.
Katolikom przypominamy, że wobec publicznego zgorszenia i obrazy Boskiej, jakim jest tzw. marsz równości, jesteśmy zobowiązani do obrony praw Bożych i chrześcijańskiego charakteru naszego kraju, przeciwko którym skierowany jest marsz, propagujący postawy wrogie rodzinie jako podstawie chrześcijańskiego społeczeństwa oraz występujące przeciwko zasadom skromności i dobrego smaku czytamy w ulotce przygotowanej przez Międzyuczelniany Komitet Protestacyjny NIE dla dewiacji.
Poniżej pełna treść ulotki:
NIE DLA DEWIACJI
Protest i marsz ekspiacyjny z publicznym odmówieniem Różańca świętego
15 maja br. odbędzie się kolejny (siódmy) marsz środowisk homoseksualnych ulicami Krakowa. Wszystkich, dla których poszanowanie praw Bożych i troska o moralność publiczną nie jest rzeczą obojętną zachęcamy do wzięcia udziału w akcji protestacyjnej.
Katolikom przypominamy, że wobec publicznego zgorszenia i obrazy Boskiej, jakim jest tzw. marsz równości, jesteśmy zobowiązani do obrony praw Bożych i chrześcijańskiego charakteru naszego kraju, przeciwko którym skierowany jest marsz, propagujący postawy wrogie rodzinie jako podstawie chrześcijańskiego społeczeństwa oraz występujące przeciwko zasadom skromności i dobrego smaku.
Na stronie internetowej Międzyuczelnianego Komitetu Protestacyjnego NIE dla dewiacji znajduje się tekst protestu skierowany do Prezydenta Miasta Krakowa Jacka Majchrowskiego. Zgodnie z artykułem drugim ustawy o zgromadzeniach mamy prawo żądać od Pana Prezydenta zakazania podobnych manifestacji.
Nasze milczenie jest najlepszą przysługą, jaką możemy oddać przeciwnikom chrześcijańskiego porządku, ponieważ w życiu publicznym górę biorą ci, którzy najaktywniej działają. Jeżeli strona katolicka nadal będzie milczeć i nie zrobi nic dla ograniczenia zasięgu oddziaływania dewiacji, to możemy być pewni, że prędzej czy później oni nadadzą ton życiu publicznemu i przeprowadzą wszystkie planowane przez siebie reformy (jak np. prawne uznanie ich związków i prawo& do adopcji dzieci), tak w sferze prawa państwowego jak i mentalności narodowej.
Nie bądźmy obojętni, pamiętajmy, że jako dzieci Boże i dzieci Kościoła świętego oprócz praw mamy także obowiązek bronienia porządku społecznego opartego na zasadach chrześcijańskich.
Informacja o marszu ekspiacyjnym będzie podana na stronie internetowej Komitetu:
www.nie-dla-dewiacji.tk
Tymczasem zachęcamy do odmawiania Różańca w intencji zadośćuczynienia Najświętszemu Sercu Jezusowemu tej obrazy i o łaskę odwrócenia się od grzechu dla tych, którzy nie uciekają się do Jego Serca i do Niepokalanego Serca Maryi.
www.PiotrSkarga.pl
Dzielnica Małopolska Obozu Wielkiej Polski, odeszła w tym roku od reguły 3 majowych obchodów i przeprowadziła akcję plakatową w powiecie chrzanowskim. Akcja miała charakter ''werbunkowy''.
Zainteresowanym, udzielamy inforamcji :
GG 8981548
e-mail : narodowarewolucja@wp.pl
Stanowisko OWP dzielnica Małopolska
W związku z pogrzebem prezydenckiej pary i pochowania ich na Wawelu,
Obóz Wielkiej Polski dzielnica Malopolska, odcina się od wszelkich protestów w tej sprawie, w której uszestniczą, niektóre środowiska narodowe, wraz z środowiskami lewackimi i żydowskimi reprezentowanymi przez P.Wajdę, Bartoszewskiego.
Nie popierając w żaden sposób socjalistycznego ś.p. Lecha Kaczyńskiego, OWP dzielnica Malopolska działa ''Zawsze po stronie Narodu''. I w tym wypadku mimo, opozycji do ś.p. Prezydenta, stoi po stonie Narodu i jego woli !
Premier Republiki Ukrainy
Sz. P. Wiktor Janukowycz
W imieniu władz Stowarzyszenia Obóz Wielkiej Polski pragniemy (już po raz drugi, podobnie jak w 2004r.) złożyć gratulacje z okazji wygranych wyborów prezydenckich na Ukrainie.
Wyrażamy przekonanie, iż Pana wybór jest w obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się Ukraina, ostatnią nadzieją dla miejscowej ludności, którą usiłowały bez skutku ogłupiać i sterować zachodnie bojówki i instytucje wspierane przez miejscowych szowinistów. Wasz kraj znajdował się w wielkim niebezpieczeństwie. Wypaczano prawdę historyczną, zaś gloryfikowano morderców nazywanych "banderowcami" i "mylnikowcami". Państwo było przygotowywane na tzw. "proces integracyjny" z Unią Europejską, który prowadzi do inwazji agresywnych zagranicznych koncernów na rodzimy rynek pogłębiając biedę i niesprawiedliwość społeczną. Program konkurencji to wyprzedać Ukrainę zachodniemu kapitałowi bez poszanowania nawet wartości majątku, tak jak miało to miejsce w Polsce. Ludność Ukrainy wybrała jednak Pana osobę nie zaś tych, którzy chcą rehabilitacji Romana Szuchewycza, którego prawidłowo Pan nazwał sprzymierzeńcem Hitlera. Wybrany został ład i porządek społeczny, nie zaś pomarańczowa rewolta i jej opłakane skutki. Wybrano żywotne interesy ludności Ukrainy oparte na współpracy gospodarczej zarówno z Europą jak też Rosją. W Panu ludność Ukrainy pokłada nadzieje!
Nasze Stowarzyszenie pragnie także wyrazić zadowolenie z faktu, iż osoba o polskim pochodzeniu, której ród współtworzył tradycje Rzeczpospolitej Obojga Narodów obejmie urząd głowy drugiego co do wielkości państwa w Europie jakim jest Ukraina.
Bazując na tradycjach dawnej Rzeczpospolitej, starajmy się budować w naszej części Europy ład i sprawiedliwość społeczną oparte na poszanowaniu historycznych faktów i w trosce o przyszłość wszystkich Narodów zamieszkujących te tereny od 1000 lat.
Z poważaniem
Zarząd Obozu Wielkiej Polski
13 grudzień Lódz
Łódzki Ruch Narodowy "Szczerbiec" i Obóz Narodowo-Radykalny zapraszają na manifestację upamiętniającą ofiary stanu wojennego oraz potępiającą zbrodniczą ideologię komunizmu, która odbędzie się dn. 13 grudnia 2009r. w Łodzi. Komunistyczni oprawcy do dzisiejszego dnia nie zostali rozliczeni, a rodziny pomordowanych wciąż czekają na sprawiedliwość.
Program manifestacji:
od godz. 16 - zbiórka na Pasażu Schillera (ul. Piotrkowska)
16.30 - rozpoczęcie manifestacji, okolicznościowe przemówienia
ok. godz. 17 - przemarsz ulicą Piotrkowską na Plac Wolności
następnie - wejście na Plac Wolności, odśpiewanie Hymnu RP, zakończenie manifestacji
Podczas manifestacji nie pominiemy także sprawy najbardziej teraz kluczowej - utraty państwowości przez Polskę na skutek wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego. Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela - ci sami, którzy przez lata nie wymierzyli sprawiedliwości autorom stanu wojennego, komuniści i ich poplecznicy kreujący się na demokratów doprowadzili naszą Ojczyznę do kolejnej utraty niepodległości.
Uczcijmy więc w ten dzień pamięć ofiar tamtych tragicznych dni, jak i pamięć wszystkich pomordowanych przez komunizm patriotów. Wyraźmy nasze żądanie rozliczenia i ukarania czerwonych katów.
Liczymy na Waszą obecność. Mamy nadzieję, że 13 grudnia po raz kolejny narodowe i patriotyczne organizacje pomaszerują ul. Piotrkowską razem.
Powiedzmy komunistom, zdrajcom Ojczyzny gromkie "NIE"!
W razie pytań prosimy o kontakt:
E-mail: narodowalodz@gmail.com
UWAGA!!!
LIGA OBRONY SUWERENNOŚCI
Zaprasza Państwa!
na manifestację w 28 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, która odbędzie się w Warszawie w dniu 12 grudnia o godz. 23.30 przed posesją renegata Jaruzelskiego
przy ul. Ikara 5.
Przyjdź i spełnij swój patriotyczny obowiązek!!!
Wojciech Podjacki
Biuro Informacyjne L.O.S. 0501 813 770
Manifestacja 10 listopada 2009
Mamy zaszczyt zaprosić wszystkich tych dla których ważne były, są i pozostaną polskie ofiary nazistowskich represji. Nie pozwólmy lekceważyć i zakłamywać pamięci tych wszystkich, którzy poświęcili życie w walce o Wolną Polskę z brunatnym totalitaryzmem. Ofiary KL Warschau nie doczekały się do dziś pomnika! Temat KL Warschau jest także rugowany z pamięci Narodu, przeinacza się fakt, że był on głównie dowodem Holokaustu Polaków jak też zaniżana jest liczba ofiar.
Manifestacja środowisk narodowo-patriotycznych ws. upamiętnienia ofiar KL Warschau odbędzie się 10 listopada 2009 r. o godz. 14.00 pod Ratuszem - Urzędem Miasta Stołecznego Warszawy na Placu Bankowym 3.
Apelujemy o przybycie i zabranie flag narodowych aby przypomnieć Pani Prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz Waltz oraz Radzie Miasta o sprawach priorytetowych.
Oświadczenie Stowarzyszenia Obóz Wielkiej Polski
Warszawa, 25 października 2009 r.
W związku z planowaną przez Obóz Narodowo Radykalny manifestacją z okazji Święta Niepodległości w dniu 11 listopada 2009 r. Obóz Wielkiej Polski wyraża pełne poparcie dla planowanej akcji. Wielokrotnie wspieraliśmy tę inicjatywę naszymi delegacjami, nadszedł jednakże czas, aby zrobić to oficjalnie.
Uważamy, iż manifestację z okazji Święta Niepodległości zmierzającą tradycyjnie pod pomnik Śp. Romana Dmowskiego należy uznać za rzecz wspólną dla wszystkich ugrupowań narodowych. Należy dołożyć starań, aby możliwie jak najwięcej naszych Rodaków, o poglądach narodowo-patriotycznych, mogło w tym wydarzeniu uczestniczyć.
Marsz rozpocznie się o godzinie 14 spod kolumny Zygmunta.
Jesteśmy stanowczo przeciwni organizowaniu w stolicy konkurencyjnych akcji. Uważamy tego typu działania w obecnej sytuacji w jakiej znalazła się Polska i Ruch Narodowy w Polsce, jako rzecz nieodpowiedzialną i niebezpieczną.
Zapraszamy zatem wszystkichm dla których Polska nie jest tylko jednym z landów tzw. unii europejskiejm, ale Ojczyzną w pełnym znaczeniu tego słowa.
Z narodowym pozdrowieniem
Prezydium OWP
Petycja do Vaclava Klausa
Po zdradzie Ojczyzny przez człowieka piastującego godność Prezydenta RP, ostatnią nadzieją jest Prezydent Vaclav Klaus. Podpisz petycję do prezydenta Czech. To ostatnia nadzieja.Szczegóły na : http://owp.com.pl/
OWP wzywa Prezydenta do ustąpienia z urzędu
Wobec kolejnego aktu odbierającego Polsce resztki suwerenności, Obóz Wielkiej Polski nie pozostał bierny. Mało kto spodziewał się, że z takim pośpiechem 10 października 2009 r. osoba pełniąca funkcje Prezydenta RP podpisze tzw. Traktat Lizboński. Vaclav Klaus, Prezydent Republiki Czeskiej, potrafi pozostać nieugiętym, niestety L.Kaczyńskiego to przerosło. Wobec tego tragicznego wydarzenia w chwili podpisywania tego chaniebnego dokumentu, środowiska narodowo-patriotyczne, takie jak Suwerenność Polska, przybyły na manifestacje pod Pałacem Prezydenckim.
Wśród uczestników zabrakło jednak wielu tych, którzy tam być powinni. Ograniczyli się tylko do pisania listów, artykułów i odgrażania się Przeciwnikowi, z czego On sobie tylko drwi. Tak jak śmiała się Cała z opluwania polskiego Narodu do czasu, aż przyszliśmy pod miejsce gdzie ona i jej podobni łżą przeciw naszemu Narodowi. My nie zamierzamy ograniczać się do pisania protestów i w dalszym ciągu będziemy wychodzić na ulice. Tam gdzie jesteśmy potrzebni, tam gdzie brakuje innych, bądź przychodzą tylko nieliczni. To jest nasz obowiązek, polski narodowy obowiązek, który pozostaje nam tylko wypełniać.
O Ś W I A D C Z E N I E
w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego.
Podpisanie w dniu 10 października 2009 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego traktatu lizbońskiego kończy procedurę jego ratyfikacji w Polsce. Po to, aby wszedł on w życie w całej Unii potrzebny jest już tylko podpis prezydenta Republiki Czeskiej Vaclava Klausa.
Wielu polskich patriotów, będących przeciwnikami Unii Europejskiej, rozczarowanych jest postawą prezydenta Rzeczypospolitej, ponieważ liczyli na to, że lokator Pałacu Namiestnikowskiego zachowa się niczym Reytan i powstrzyma proces dalszej integracji Unii, którego konsekwencją jest utrata suwerenności przez wchodzące w jej skład państwa narodowe. Jednak ich nadzieje opierały się tylko na złudzeniach i nie miały żadnych racjonalnych podstaw. Liga Obrony Suwerenności wskazywała wielokrotnie na dwulicowość polityków PiS-u oraz ich cyniczną grę na emocjach elektoratu antyunijnego, służącą jedynie do poprawienia wyników wyborczych tego ugrupowania.
Tymczasem fakty świadczyły o prawdziwym stosunku partii braci Kaczyńskich do Unii i procesu jej dalszej integracji. Od samego początku wpisywali się oni w nurt oficjalnej propagandy prounijnej tumaniącej i oszukującej Polaków, co do prawdziwych skutków tzw. integracji europejskiej. Głosami parlamentarzystów z PiS-u zdecydowano również o tym, że Polacy nie otrzymali prawa wypowiedzenia się w referendum na temat ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który będzie miał niebagatelny wpływ na ich dalsze życie. Kulminacyjnym momentem było głosowanie w parlamencie, gdzie za przyjęciem traktatu wypowiedziała się zdecydowana większość posłów PiS-u, w tym prezes Jarosław Kaczyński. Następnie, aż do chwili złożenia przez prezydenta podpisu pod traktatem, politycy PiS-u z wielką hipokryzją mamili prawicowych wyborców, co do prawdziwych intencji Lecha Kaczyńskiego, który skrzętnie ukrywał swoje odmienne od oczekiwań wyborców poglądy na temat traktatu.
Jednak najbardziej żenującym jest to, że prezydent jako najważniejsza osoba w państwie, który powinien stać na straży interesów i bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, nie potrafił sprecyzować przez wiele miesięcy jasnego stanowiska wobec ratyfikacji traktatu. Zasłaniał się jedynie wynikiem referendum w Irlandii oraz nieprzejednanym stanowiskiem prezydenta Czech. Oba wspomniane przypadki świadczą o tym, że wbrew nakazom Brukseli, można z jednej strony dać szansę wypowiedzenia się narodowi w kwestii jego przyszłości, jak to miało miejsce w Irlandii, a z drugiej strony, że można mieć swoje własne i niezależne zdanie na temat traktatu oraz otwarcie je prezentować, jak to czyni prezydent Klaus. Tylko, że do tego potrzebna jest dobra wola i odrobina odwagi, której najwyraźniej zabrakło prezydentowi Kaczyńskiemu i jego zapleczu politycznemu.
Prezydent miał możliwość opóźnienia ratyfikacji traktatu i uzyskania dodatkowych gwarancji zabezpieczających nasze narodowe interesy, kierując traktat do Trybunału Konstytucyjnego, tak jak to miało miejsce w Niemczech i jak to uczyniono w Czechach. Jednak nie zrobił tego, a za to z ceremonii złożenia podpisu pod traktatem uczynił polityczną hucpę, na którą przybyli najgorliwsi i najbardziej usłużni akwizytorzy unijnych interesów. Wszystko, co dotychczas w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego uczynił prezydent Kaczyński, obliczone było wyłącznie na użytek walki wewnętrznej i na zyskanie poklasku niezorientowanej w jego przebiegłej grze gawiedzi. Poniżej godności prezydenta, który dotychczas kreował się na zdecydowanego obrońcę naszej suwerenności państwowej, były również jego umizgi skierowane pod adresem unijnych salonów oraz peany na cześć Unii Europejskiej, która obecnie jawi się Lechowi Kaczyńskiemu jako: „wspaniały eksperyment w historii ludzkości”. Pozostaje nam tylko powiedzieć: „skończ waść, wstydu oszczędź!”.
Liga Obrony Suwerenności oświadcza, że pomimo podpisania przez prezydenta Kaczyńskiego traktatu lizbońskiego, nie akceptuje faktu utraty przez Państwo Polskie suwerenności oraz że będzie konsekwentnie dążyć do odzyskania wszelkich prerogatyw utraconych przez Rzeczypospolitą. Oświadcza również, że będzie dążyć do rozliczenia wszystkich osobników, którzy sprawując najwyższe urzędy w Polsce doprowadzili do upadku naszej państwowości.
Gdańsk, dn. 16 października 2009 roku. Przewodniczący Ligi Obrony Suwerenności Wojciech Podjacki
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Dodane przez narodowiec9 dnia październik 12 2009 16:55:39
Rok 1989, miał stać się końcem rządów komunistycznych w Polsce. Okazało się jednak, że upadek komunizmu wcale nie oznacza końca walki o wolność i suwerenność Polski.
Społeczeństwo polskie wyzwalające się z jednego totalitaryzmu popada w nowy totalitaryzm.
Totalitaryzm nowych czasów, czasów liberalizmu, gospodarczego, politycznego, kulturowego.
W Polsce zarysowują się dwa dążenia. Jedni ( w mniejszości ) chcą zbudować życie państwa na mocnych podstawach chrześcijańskich, inni szukają pomocy we wszechwładzy państwa bezbożnego, anarchistycznego. Anarchia zwycięża. Opiera się na filozofii marksistowskiej.
Myśliciele tego kierunku twierdzili, że możliwe jest dojście do stanu doskonałości, że ludzkość pod ich przywództwem uleczy się ze swych kalectw i ograniczeń.
Sytuacja w Kraju pokazuje nam prawdziwe oblicze ich działań. Popatrzmy wokół siebie. Znajdziemy wszędzie ślady wszechobecnego bolszewizmu. Po roku 90-tym pojawiło się wielu milionerów, sklepów, butików, firm. A skąd kapitał ?!
Ci tzw. '' biznesmeni '' to ludzie związani z aparatem PZPR-u, byli milicjanci, ormowcy, ubecy, dygnitarze PRL-u, oraz ich rodziny. Wykupowali za bezcen z upadłych fabryk, kółek rolniczych, pegeerów, sprzęt i materiały.
Najgorszy element, to polityczny rak zżerający Polskę tzw.'' politycy ''. To w większości synowie prominentów PRL-u, wykształceni w zachodnich uczelniach z naszych podatków.
Są też niższe szczebla kariery politycznej. Są to często ludzie, spokrewnieni z przedwojennymi żydami, lub fanatycznych wielbicieli Stalina i jego metod sprawowania władzy.
Ostatnie ogniwo politycznego raka to pracodawcy – ludzie bez honoru i moralnych zachowań. Działają wyłącznie dla własnych korzyści i swoich bliskich.
Podsumowując, elity, które miały reprezentować Naród, stały się pasożytem Polski. Traktując państwo jako łup do podziału. Zostaliśmy podporządkowani interesom grupowym poszczególnych grup społeczno-partyjnych, które rywalizują ze sobą o wpływy. Do polityki garną się pseudo politycy, traktujący dostęp do władzy jako gwarancje bezkarności. Przekręty i złodziejstwo jest uciszane, śledztwa trwają latami, by w końcu zostało umorzone. Polska stała się skorumpowaną republikom bananową. Bezrobocie, marazm gospodarczy, kryzys finansów Państwa.
'' Powinniśmy się starać pozyskać wpływy na młodzież – niszczyć poczucie przynależności do Narodu, miłości do Ojczyzny, patriotyzmu.
Wszelki handel połączony ze spekulacją i wypływającymi z nich korzyściami, nie powinien wychodzić z rąk naszych – przejąć banki, fabryki, ubezpieczalnie itd.
Wszelkie posady rządowe muszą być nam dostępne – obsadzać rodzinę i dobrych znajomych w wokół swojej osoby.
W naukach znowu medycyna i ekonomia polityczna należą do naszego plemienia – ograniczyć obywatelom polskim dostęp do nauki.
Powinniśmy popierać starania chrześcijan o zastąpieniu aktu ślubnego, odbywanego w Kościele, prostym kontraktem przed urzędnikiem cywilnym – popierać związki homoseksualne i aborcję.
Jeżeli złoto jest pierwszą potęgą tego świata, drugą jest prasa, lecz cóż ona może znaczyć bez współdziałaniu pierwszej – przejąć prasę i telewizję.
Kruchość podstawy nasze, wpływy i naszą potęgą i dlatego popierać wypada wszelkie niezadowolenie, wypływające stąd wstrząśnienia, bo te przysparzają nam bogactw i przyśpieszają chwile dojścia do naszego jedynego celu, to jest panowania na ziemi .''
Niektórzy uznają to za tzw.''teorie spisku'' lub niedorzeczność, ale w większości pomyślą tak ludzie, którzy są zmanipulowani przez media lub godzą się i akceptują dzisiejszą poprawność polityczną .
Zbudować Wielką Polskę – możemy wyłącznie wtedy gdy rozliczymy się z przeszłością.
Można to uczynić poprzez – lustrację, dekomunizację i debolszewizację – czyli, pozbawienie dostępu do władzy politycznej i gospodarczej funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, Służb Bezpieczeństwa, ORMO,ZOMO, Wojskowych Służb Informacyjnych oraz ich informatorów. Także wysokich urzędników i dygnitarzy PZPR oraz organizacji działających przy strukturach PZPR. Dotyczy to także ludzi sprawujących wysokie stanowiska polityczne i gospodarcze, którzy ukrywają swoją narodowość.
Oczywiście przeciwnicy takich rozwiązań, zarzucą że takich osób obecnie nie ma i nie było nigdy. Pozwolę sobie przedstawić inne fakty :
Ponad 20 pracowników naukowych IPN trudziło sie kilka miesięcy nad kompletnym opracowaniem dotyczącym komunistycznej policji politycznej w Polsce NKWD-UB-SB w latach 1944-89.
Autorzy opracowania dokonali analizy narodowości kadry Resortu Bezpieczeństwa Publicznego. Wynika z niej, że 49,1% urzędników bezpieki było narodowości polskiej. Według raportu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość z roku 1946, chodzi tu o ''polaków'' w pełni komunizmowi oddanych, przeważnie przeszkolonych w Rosji, nie tylko myślących , ale czujących po sowiecku.
Drugą grupą narodowościową byli Żydzi. Stanowili 37,1 % kadry kierowniczej Bezpieczeństwa Publicznego. Wskaźnik przerażający, jeśli odsetek ludności żydowskiej w Polsce w tym czasie wynosił 1%. Kilku dziesiętna ''nadreprezentacja''.
Dalsze unikanie tego tematu, nazywanie każdego, kto go dotyka ''antysemitą'',jest nie do przyjęcia. Nie do przyjęcia jest także często spotykane tłumaczenie, że był to wynik ''traumy'' spowodowanej zagładą żydów. Poza tym większość kierownictwa BP, pochodzenia żydowskiego pochodziła z ZSRR.
Nie sposób też negować następującego faktu: po likwidacji BP, w 1954 i wydzieleniu zeń tzw. Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego odsetek urzędników pochodzenia żydowskiego pozostał niemal bez zmian 34 %.
Trzecia grupa to oczywiście oficerowie sowieccy.
Dane pochodzą z :
Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza 1944-56.Red. naukowa Krzysztof Szwagrzyk. Wyd .IPN
Następna publikacja to raport Nowaka, byłego posła na Sejm RP :
Ludzie PRL, działacze PZPR, wielu organizatorów pierwszej "Solidarności", inicjatorzy, twórcy i uczestnicy "okrągłego stołu" unikają, jak diabeł święconej wody ujawniania życiorysów... oraz bliższych informacji o swojej roli, zarówno w PRL, jak i III RP.
Obawiają się bowiem, że gdyby społeczeństwo dowiedziało się prawdy o ich przeszłości inaczej by się mogło zachować w czasie wyborów do parlamentu i do innych obywatelskich reprezentacji. Toteż dobrze się stało, że grupa opozycyjnych działaczy i publicystów próbuje przypomnieć prawdę o ludziach, którzy, jak kameleony zmieniali swoje barwy polityczne, ideologiczne, a nawet nazwiska.
Oczywiście taka działalność demaskatorska wymaga od ich inicjatorów, charakteru, zasad moralnych, rzetelności, odpowiedzialności, uczciwości, cywilnej odwagi. Ale nie wystarczy tylko przypominać i wypomnieć, że ktoś w przeszłości należał do obozu rządzącego, był faworytem władz PRL, partii. Trzeba również wskazać, z jakich korzystał przywilejów, jakie czerpał on, i jego najbliżsi, z tego korzyści.
Dlaczego np. Bronisław Geremek w okresie najgłębszego stalinizmu w Polsce wyjeżdża na studia do Paryża, kto go tam wysłał, za jakie zasługi, jakie pełnił tam funkcje i zajmował stanowiska; podobnie Karol Modzelewski i inni beneficjanci ówczesnych władz. Nie można pominąć życiorysów takich postaci, jak Stanisław Ciosek. On sam przemilcza np. swoje rodzinne koligacje, zajmowane stanowisko pierwszego sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze, milczy o nadużyciach i przekrętach finansowych, jakich tam dokonywał.
Nie powinno się przemilczać ani tuszować roli i dywersyjnej działalność Karola Modzelewskiego w "Solidarności", szkód, jakie wyrządził tej organizacji i Polsce. Społeczeństwo wciąż nie zna przeszłości wielu wpływowych do niedawna ludzi, którzy odpowiadają za to , co się w Polsce stało: za miliony bezrobotnych, rozkradziony majątek narodowy, za zubożenie Narodu, za krzywdy, za miliony głodnych dzieci, za nędze byłych pracowników PGR-ów, za choroby, kalectwa i przedwczesną śmierć setek tysięcy obywateli, za pozbawienie setek tysięcy starszych ludzi, emerytów, rencistów wielodzietnych rodzin, mieszkań, za skazanie młodych pokoleń Polaków na poszukiwanie chleba za granicą...
Młodsze pokolenie nie zawsze wie i rozumie, kto mu zgotował taki los. Nie wie nic lub bardzo niewiele, że sprawcami ich nieszczęsnego losu są członkowie partii wywodzący się z Unii Demokratycznej, przekształconej w Unię Wolności, a ostatnio w Partię Demokratyczną, że znaczna cześć dzisiejszych elit politycznych, gospodarczych, kulturalnych pochodzi z rodzin dawnych stalinowskich władców Polski.
Warto, więc uświadomić Polakom zasięg i skalę tego zjawiska. Dlatego pozwoliłem sobie wykorzystać do tego celu gotowe, rzetelnie opracowane, znowu aktualne materiały sprzed kilku lat Pawła Sergiejczuka i Jerzego Roberta Nowaka. Jest bardzo smutne, że mimo istnienia od kilku lat tych demaskatorskich dowodów osoby skompromitowane wciąż egzystują w życiu publicznym: Leszek Balcerowicz, Barbara Labuda, Władysław Frasyniuk, Lech Wałęsa, Andrzej Olechowski, Hanna Gronkiewicz Walc, Jan Krzysztof Bielecki, Paweł Piskorski, Bronisław Geremek, Karol Modzelewski, Adam Michnik, Jan Lityński i kilkaset podobnych osób.
Poniżej cytujemy te materiały bez uzupełnień i bez komentarza
Dr Leszek Skonka
Pan Paweł Siergiejczuk dowodzi, że wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne, a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelską, Samoobronę.
Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym "Życia Warszawy", a w latach 1951-1967 - zastępca redaktora naczelnego "Trybuny Ludu". .(.) 1996 r.).
"Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego "Siarkopol", matka - prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, "Życie" z 26-27 października 1996 r.).
W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfield (dziś minister Spraw Zagranicznych, przyp. L.Skonka), który w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: "Moi rodzice po to, by nie być obcymi wymyślili, że bedą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała wierzyć, ze ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skory, religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami" ("Najwyższy Czas!" Z 12 marca 1994 r.).
Od UB do UW
Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się potomkowie "zasłużonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w Unii Wolności, gdzie prym wiodą działacze, którzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta - Bronisław Geremek i Jacek Kuroń.
W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojna; ojciec zmarł w 1947 roku. (...) Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu spośród wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).
Inni prominentni członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza Szyra, (sam Święciki był także w fazie końcowej sekretarzem KC PZPR, przyp. L.Skonka) członkiem zaś, czołowy udecki ekonomista Waldemar Kuczyński, przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956.
Zatrudniona przez Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.
Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginął w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za Artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.
"Sami swoi" w Ministerstwie Spraw Zagranicznych
Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, Adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji (.).
Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.
Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił nazwisko Izaak Medres.
Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym "Folks-Sztyme", organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR.
Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961 sprawował kontrole nad "sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.
Korzenie Ruchu Stu
Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy. Poseł z ramienia Akcji Wyborczej "Solidarność", prezes liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych. Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka "zwijał" Październik. Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym, zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).
Towarzystwo z "Wyborczej"
Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest przecież Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat ubeckiego "sędziego", Stefana Michnika.
Redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" wspiera jego zastępczyni, Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera.
Drugim zastępcą Michnika był do niedawna dziś prowadzący "Rozmowy Dnia" w programie Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow - zgodnie z dominującą regułą - musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J. Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990).
Czołowym publicysta "GW" jest Konstanty Gebert, podpisujący swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika "Midrasz". Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.
Dziennikarze czerwoni od pokoleń
Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno "Sztandaru Młodych" był Michał Komar, który jest jednocześnie prezesem Unii Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy z czerwonej Hiszpanii "dąbrowszczaków", a następnie PRL-owskiego generała, i Marii Komar, która działalność komunistyczną rozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman.
Wydawca i szef tygodnika "Nie", Jerzy Urban, również może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda zaczynał karierę polityczna i dziennikarską w przedwojennej PPS, jednak zaraz po wojnie włączył się w działalność PKWN, był również członkiem kierowanej przez Bieruta Krajowej Rady Narodowej.
Wieloletni kolega Urbana z "Polityki", obecnie ambasador Polski w Chile, Daniel Passent, był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę, generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewodę olsztyńskiego.
Z kolei dziennikarzem "Tygodnika Solidarność" jest Antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców, członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963.
Szefem polskiego oddziału agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski, którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW.
W kulturze - jak za Bieruta
Również w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych rządców Polski. Bardzo modnym wśród studeckiej inteligencji kwartalnikiem "Zeszyty Literackie" kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracującej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR.
Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika "Kuźnica", który z partii wystąpił w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego.
Mieszkający obecnie w Australii (ale publikujący w "Gazecie Wyborczej") poeta i pieśniarz, niegdyś "bard opozycji", Jacek Kaczmarski, tak mówił o swojej rodzinie: Mój dziadek był przed wojna zaangażowanym komunistą, po wojnie zaś komunistycznym dygnitarzem. (...) Wierzył w dziejowa misję partii itd. Po wojnie znalazł się wiec w kręgach władzy, byl ambasadorem w Kambodży, pełnił jakieś dyplomatyczne funkcje w Szwajcarii, potem pracował w ministerstwie oświaty. Z partii wystąpił w 1981 roku. Jego żona, czyli moja babcia (...) pochodziła z rodziny żydowskiej, co jak przypuszczam, nie pozostało bez wpływu na zesłanie mojego dziadka do ministerstwa oświaty po 1968 roku (wywiad pt. Chce konfrontacji, "Tygodnik Solidarność" z 4 maja 1990 r.).
Filmowe imperium
Wśród najgłośniejszych reżyserów filmowych znajdziemy dzisiaj Janusza Zaorskiego, byłego prezesa Radiokomitetu i przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, którego ojciec w pierwszym okresie PRL-u był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Finansów, a następnie wiceministrem kultury i sztuki odpowiedzialnym za film. Bratem Janusza Zaorskiego jest znany aktor, Andrzej Zaorski.
Inne znane rodzeństwo filmowe to Agnieszka Holland i Magdalena Lazarkiewicz, dwie reżyserki, których ojcem był Henryk Holland, przedwojenny komunista, w czasie wojny ochotnik w Armii Czerwonej, później redaktor naczelny "Walki Młodych" i dziennikarz "Trybuny Ludu". W tej ostatniej gazecie, organie KC PZPR, w okresie stalinowskim pracowała również matka Marcela Lozinskiego, reżysera znanego z proudeckich sympatii. Inny reżyser, Andrzej Titkow, jest synem Walentego, byłego I sekretarza KW PZPR w Warszawie.
Genealogie profesorów
Podobne rodowody posiada wielu znanych ludzi nauki. Profesor historii średniowiecznej, a zarazem były senator OKP i działacz Unii Pracy, Karol Modzelewski, pochodzi z rodziny przedwojennych komunistów, zaś jego ojczymem był czołowy stalinowiec, minister spraw zagranicznych w latach 1947-1951, Zygmunt Modzelewski.
Inny historyk, profesor Instytutu Historii PAN, Jerzy W. Borejsza, jest synem zmarłego w roku 1952 komunistycznego dyktatora w dziedzinie kultury, Jerzego Borejszy, który przed wojną nazywał się Beniamin Goldberg.
Profesorem politologii na filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, a zarazem redaktorem naczelnym Wydawnictwa Naukowego PWN, jest Jan Kofman, syn Jozefa, sekretarza i członka Prezydium CRZZ do roku 1968.
Paweł Siergiejczyk na zakończenie cytowanych przykładów kończy stwierdzeniem, że chciał pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodzą się z elit, które kilkadziesiąt lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rządziły Polska ".
I stawia retoryczne pytanie: "Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z "czerwonej arystokracji"?"
Fakty, powyżej wymienione pokazują wkład jaki ci ludzie ich rodziny mają w politykę i gospodarkę Polski.
Najbardziej boli jednak to że większość oddzieliła czasy 1945 – 89 ''grubą kreską'' i nie chce wracać do przeszłości . Uważa obecne czasy za normalne, a elity rządzące i intelektualne za przedstawicieli Polski.
Nie było PRZESZŁOŚCI, jest PRZYSZŁOŚĆ !!!
Oto dzisiejsze myślenie, nie było przeszłości. Najbardziej boli to że tak myślą co niektórzy narodowcy.
Trzeci przykład :
Autorzy stanu wojennego żyją w dostatku
Nie ma sprawiedliwości. Gdy miliony Polaków gnębionych przez komunistyczną
dyktaturę ledwo wiążą koniec z końcem, autorzy stanu wojennego nie
narzekają. Cieszą się spokojem w zaciszu swych luksusowych domów i co
miesiąc dostają wielotysięczne emerytury.
13 grudnia 1981 r. więzienia zapełniają się działaczami opozycji. Na
ulicach czołgi, nie działają telefony i poczta, w sklepach puste półki,
nie ma benzyny. W telewizji gen. Wojciech Jaruzelski złowieszczym głosem
obwieszcza wprowadzenie stanu wojennego. Od 22 do 6 obowiązuje godzina
milicyjna. Na każdym rogu patrole milicji. Przy koksownikach ogrzewają się
żołnierze Ludowego Wojska Polskiego. Te obrazy sprzed 25 lat tkwią jak
drzazga pod paznokciem w pamięci milionów Polaków.
Podczas wojny polsko-jaruzelskiej, jak szybko zaczęto nazywać stan
wojenny, tylko garstka partyjnych dygnitarzy czuła się swobodnie. To
członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, autorzy stanu wojennego, z
generałem Wojciechem Jaruzelskim na czele. Wówczas żyli w dostatku. Jak
jest dzisiaj? Niewiele się zmieniło. O takim życiu, jakie wiodą
generałowie Jaruzelski, Kiszczak i Siwicki, mogłaby pomarzyć większość
obecnych emerytów.
Znienawidzony w dniach stanu wojennego gen. Wojciech Jaruzelski mieszka w
wartym 2,5 miliona zł, około 350-metrowym domu na warszawskim Mokotowie.
Co miesiąc dostaje 6 tys. zł emerytury i 10 tys. na utrzymanie biura.
Przysługuje mu dożywotnia ochrona funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu,
którzy wożą generała służbową limuzyną. A przecież to on 13 grudnia 1981
r. w swoich rękach skupił całą władzę. Pełnił funkcję premiera, ministra
obrony narodowej i I sekretarza KC PZPR. Jedną decyzją wyprowadził na
ulice 70 tys. żołnierzy i 30 tys. milicjantów. Za kraty ośrodków
internowania trafiło niemal 10 tys. działaczy opozycji. Śmierć poniosło
ponad 90 osób.
W nocy z 12 na 13 grudnia Jaruzelski zdeptał nawet peerelowską
konstytucję. Wprowadził stan wojenny, nie zważając na jej postanowienia.
Utworzył juntę wojskową o zwodniczej nazwie Wojskowa Rada Ocalenia
Narodowego. Nawet dzisiaj Jaruzelski przekonuje, że wprowadził stan
wojenny, aby ratować kraj przed zbrojną interwencją Moskwy. Nie brakuje
jednak dowodów, że to nieprawda. Jaruzelski do tej pory nie odpowiedział
za swe czyny. Dopiero w marcu tego roku Główna Komisja Ścigania Zbrodni
przeciw Narodowi Polskiemu oskarżyła go o zbrodnie komunistyczne.
Powodów do narzekania nie mają także pozostali autorzy stanu wojennego.
Ówczesny szef MSW gen. Czesław Kiszczak mieszka w wartej 2 mln zł willi z
ogrodem na warszawskim Mokotowie. Gdy stolica mu się znudzi, wyjeżdża do
swojego domku letniskowego na Mazurach. Co miesiąc dostaje
5 tys. zł emerytury.
W stanie wojennym Kiszczak był prawą ręką gen. Jaruzelskiego. W 1981 r.
jako minister spraw wewnętrznych kierował całym aparatem przemocy: milicją
i cywilną bezpieką. To on tworzył plany wprowadzenia stanu wojennego.
Wydawał rozkazy, których konsekwencją był rozlew krwi. Jest oskarżony o
spowodowanie masakry strajkujących górników w katowickiej kopalni "Wujek".
16 grudnia 1981 r. zomowcy zastrzelili tam 9 górników i ciężko ranili 21.
Mimo upływu 25 lat nie został dotąd skazany.
W dostatku żyje też były wiceminister obrony gen. Florian Siwicki. Jego
mieszkanie w 200-metrowym bliźniaku na warszawskim Ursynowie warte jest
milion złotych. Na konto generała co miesiąc wpływa 6,5 tys. zł.
emerytury. Czy takie przywileje należą się człowiekowi, który obmyślił
szczegółowy plan wprowadzenia stanu wojennego? Wojskowe doświadczenie
Siwicki zbierał podczas interwencji wojsk Układu Warszawskiego na
Czechosłowację w 1968 r. Dowodził armią 20 tys. żołnierzy, 471 czołgami i
542 transporterami opancerzonymi. Z Jaruzelskim łączyła go wieloletnia
przyjaźń. W marcu 2006 Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu IPN oskarżyła go o popełnienie zbrodni komunistycznej. Nie
został dotąd skazany.
Esbecy, którzy niszczyli Kościół, żyją spokojnie
Żyją spokojnie i wygodnie: płk Wacław Domański, prowadzący "Greya", czyli
abpa Stanisława Wielgusa, i jego mocodawca płk Adam Pietruszka,
odpowiedzialny również za śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. Mieszkają w
służbowych mieszkaniach i dostają kilkutysięczne emerytury.
Gdy abp Wielgus miotał się, próbował zataić swą agenturalną przeszłość, a
potem na oczach całej Polski ogłaszał swą rezygnację z urzędu metropolity
warszawskiego, dawny esbek płk Wacław Domański triumfował. Siedząc
wygodnie w fotelu, mógł sobie pogratulować. Ostatecznie zniszczył swego
agenta. Z gratulacjami mogli do niego dzwonić koledzy, którzy podobnie jak
on mieszkają na dawnym esbeckim osiedlu w Lublinie. płk Wacław Domański
był ostatnim oficerem prowadzącym księdza Wielgusa. Do SB wstąpił w 1968
r. Już trzy lata później, po skończeniu szkoły oficerskiej, zajmował się
walką z Kościołem. Miał wielu informatorów w kręgach Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego.
W nagrodę za dobrą pracę szybko awansował na wiceszefa Wydziału IV
lubelskiej SB. Zajmował się zwalczaniem organizacji katolickich,
rozpracowywał zakony i duszpasterstwo akademickie KUL. Metody były
brutalne: prowokacje, szykany, zastraszenia, pobicia. W wolnej Polsce
poniósł za to tylko symboliczna karę. W 1990 roku został negatywnie
zweryfikowany i zwolniony z pracy. Nie stracił przywilejów. Został w swoim
służbowym mieszkaniu. Co miesiąc pobiera ok. 3,5 tys. emerytury.
Jeszcze lepiej żyje się szefowi Domańskiego, płk. Adamowi Pietruszce. Ten
esbek wyjątkowo zasłużony w walce z Kościołem mieszka wygodnie w
czteropokojowym mieszkaniu na jednym z osiedli w Warszawie. Przez wiele
lat był dyrektorem, a następnie wiceszefem IV Departamentu MSW. To m.in.
na jego rękach jest krew księdza Jerzego Popiełuszki. To właśnie
Pietruszka nakłaniał Grzegorza Piotrowskiego do uprowadzenia i
zamordowania kapelana "Solidarności".
Za tę zbrodnię został skazany na 25 lat więzienia. Wyszedł po 10 latach.
Jak dotąd nie poniósł kary za liczne prowokacje i inne działania, które
zlecał swoim podwładnym.
A to właśnie Pietruszka prowadził najcenniejszych tajnych
współpracowników, m.in. ks. Michała Czajkowskiego, ps. Jankowski. Dobrze
znał także sprawę abp. Wielgusa. Pietruszka osobiście zatwierdzał
wszystkie plany pracy SB przeciwko duchownym. Czy kiedykolwiek odpowie za
swoje działania? Wątpliwe. Obecnie żyje w luksusach za 4 tys. oficerskiej
emerytury. Gra rolę spokojnego, pogodnego emeryta.
Luksusowe życie esbeków
Porywali ludzi, by potem ich katować i dręczyć. Śledzili dzień i noc, by
wiedzieć wszystko o ich rodzinach. Później bezwzględnie tę wiedzę
wykorzystywali. Dziś zamiast siedzieć na ławie oskarżonych, cieszą się
życiem. Mają wysokie emerytury, luksusowe domy i pełne konta w bankach.
Wieś Lubicz pod Toruniem. Dwa sklepy, kilka domów, w tym jeden...
wyjątkowy. To wyróżniający się luksusem drewniany dworek na wzgórzu. Tu
mieszka Marek Kuczkowski. Był porucznikiem peerelowskiej Służby
Bezpieczeństwa. Działał wyjątkowo brutalnie. Przemoc, psychiczne znęcanie
się nad ofiarami, to była jego specjalność. W wolnej Polsce przybrał maskę
poważnego człowieka interesu. Szkoli ludzi biznesu. O swojej przeszłości
milczy.
Kuczkowski z innymi esbekami założył w ramach resortu nieformalną grupę
OAS (Organizacja Anty-Solidarność), która zasłynęła wyjątkową
brutalnością. To on wraz z pięcioma kolegami w marcu
1984 r. porwał z ulic Torunia Antoniego Mężydłę, działacza opozycji, dziś
posła PiS. Swoją ofiarę zawieźli nieoznakowaną nyską do lasu i postawili
nad świeżo wykopanym dołem.
"Przy skroni poczułem chłód lufy pistoletu i odgłos przeładowywanej broni.
Myślałem, że to koniec" - wspomina dziś Antoni Mężydło. Potem zawieźli go
na komisariat. Tam zaczęło się bicie. Esbecy żądali, by wydał innych
opozycjonistów.
Kuczkowski za zasługi dostał w 1986 roku od partii medal za
upowszechnianie marksizmu-leninizmu. W 1991 roku został skazany za
porwania, ale zwolniono go po kilku miesiącach. Wziął się za biznes.
Zaciągnął kredyt 150 mln starych zł na budowę pieczarkarni. Interes nie
wypalił, więc wziął się za edukację. Od 11 lat prowadzi w Lubiczu Akademię
Psychologii Biznesu, gdzie szkolą się menedżerowie, m.in z państwowych
firm.
Kapitan Kazimierz Aleksanderek to jedna z najmroczniejszych postaci wśród
krakowskiej esbecji. To właśnie on stał za werbunkiem i łamaniem
duchownych z Krakowa. Podsłuchy, pobicia, wymuszenia, rozsyłanie
nieprawdziwych informacji szkalujących szanowanych kapłanów - tak pracował
przez ponad 30 lat kpt. Aleksanderek.
W wolnej Polsce ma emeryturę i prowadzi własny biznes. Handluje firankami.
Mieszka w ekskluzywnej willi w Opatkowicach, jednej z najdroższych
podkrakowskich miejscowości. To niewiarygodne, ale ten esbek jeszcze
narzeka na swój ciężki los. "Co to jest 2 tys. zł emeryturki" - biadoli. A
przecież w pracy dawał z siebie wszystko. To właśnie jego ludzie skatowali
m.in. kapelana nowohuckiej "Solidarności" ks. Tadeusza
Isakowicza-Zaleskiego.
Miał też dobre przygotowanie. W 1985 r. ukończył Wyższą Szkołę
Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR. "To była prawdziwa kuźnia kadr KGB" -
mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Po powrocie do Polski Aleksanderek
szybko awansował. W niecałe trzy lata dochrapał się stołka szefa IV
Wydziału SB. "Aleksanderek dla kariery był gotów zrobić wszystko. Z jego
akt personalnych wyłania się obraz dyspozycyjnego oficera bezpieki. Przez
30 lat niszczył Kościół krakowski. Był jednym z najczarniejszym
charakterów krakowskiej SB" - mówi Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, autor książki
o prześladowaniu Kościoła przez bezpiekę.
W 1988 r., gdy system komunistyczny się rozpadał, Aleksanderek niszczył
akta i teczki tajnych współpracowników. Po tej akcji się wycofał. Dzięki
starym układom zbudował sobie pozycję człowieka interesu. Dziś nie ma
sobie nic do zarzucenia.
Wacław Głowacki dziś udaje sympatycznego staruszka. Ale jeszcze
kilkanaście lat temu, jako pracownik IV Departamentu MSW, zajmował się
inwigilacją księży. Podstęp, intryga i szantaż to jego narzędzia w łamaniu
kapłanów. Głowacki uchodził za jednego z najlepszych pracowników w swoim
resorcie. Dzięki niemu bezpiece udało się pozyskać do swoich niecnych
celów nawet ludzi z najbliższego otoczenia papieża Jana Pawla II. To
Głowacki prowadził ojca Konrada Hejmę, który przez lata donosił na Jana
Pawła II.
Głowacki przez 34 lata wiernie służył bezpiece, a ta nagrodziła go
niespotykaną jak na tamte czasy emeryturą. Gdy w 1987 r. odchodził z SB,
dostał 70 tys. zł emerytury (średnia emerytura była wtedy pięć razy
niższa). Dziś zasłużony Głowacki dostaje ok. 5 tys. zł emerytury, mieszka
w obszernym mieszkaniu w przy Blacharskiej na warszawskim Mokotowie
(źródło Polonica net. )
Przykładów takich można wyliczać setki, więc czy rozliczenie się z przeszłością jest potrzebne ?
Czy może udajmy że jest wszystko okey. A powyższe fakty to bajki i ''teoria spiskowa''.
Nie rozliczając przeszłości i zostawiając to bez żadnej reakcji, stawia nasze działania, budowy, Wielkiej Polski pod znakiem zapytania. Bo co my chcemy budować ?! Wielką Polskę, w strukturach Unii Europejskiej, czy Wielką Polskę – suwerenną i niepodległą.
Byli komuniści. Znikli ? Była mniejszość narodowa – sowieci i żydzi. Znikli ?
Na marginesie ; Dlaczego Polacy, żydowskiego pochodzenia nie przyznają się do swoich korzeni ?
Byli konfidenci. Znikli ?
Przykład następny :
Współpraca z bezpieką jest tajemnicą skwapliwie skrywaną, zwłaszcza, jeśli dotyczy osób z pierwszych stron gazet. Gdy prawda wychodzi na jaw, byli konfidencji najczęściej idą w zaparte, mnożąc argumenty, mające świadczyć o ich niewinności. Najczęściej stosowana taktyka polega na próbach przekonania opinii publicznej o rzekomo samowolnym działaniu funkcjonariuszy SB. Ci, których mało chwalebna przeszłość jest ujawniana, najczęściej bronią się w ten sam sposób:- Nie mogłem być tajnym współpracownikiem, bo nie podpisałem zobowiązania, nie wiedziałem, że byłem zarejestrowany, nie wiedziałem, że nadali mi pseudonim.
Zgodnie z procedurami SB podpisanie zobowiązywania nie było warunkiem nawiązania współpracy. Tuż po wojnie, istotnie, starano się uzyskiwać pisemną deklarację współpracy, ale już u schyłku lat 40. podchodzono do tego bardziej elastycznie. Umożliwiano zatem funkcjonariuszom samodzielną decyzję czy w danym przypadku można dążyć do uzyskania pisemnego zobowiązania, czy poprzestać na zgodzie ustnej. Gdy uznano, że próba wyegzekwowania dokumentu zniechęci lub wystraszy konfidenta, pozostawano zwykle przy deklaracji ustnej. Uznawano, że formalizacja współpracy następuje przez wykonanie zlecanych zadań i przekazywanie informacji. Mitem jest przekonanie, że konfidencji sporządzali donosy własnoręcznie. W latach : 70 i 80 większość współpracowników przekazywała bezpiece informacje ustnie. W takim przypadku proponowano nagrywanie rozmowy. Jeśli donosiciel nie wyraził na to zgody, a zarazem nie było możliwości dokonania tajnego nagrania, funkcjonariusz spisywał treść donosu. Mógł on, jeśli współpracownik się na to godził, sporządzać tzw notatkę-dyktat,tzn. notować uzyskiwane wiadomości w czasie spotkania. Mógł też je spisywać po spotkaniu. W dokumentacji tajnych współpracowników często spotyka się informacje, że nie godzą się na własnoręczne pisanie donosów czy na nagrywanie spotkań ze strachu, że materiał może wydostać się poza resort. Wielu konfidentów żyło w przekonaniu,że,jeśli nie sporządzą własnoręcznie donosu, nie będzie dowodów ich współpracy. Pragmatyczni esbecy akceptowali te ograniczenia. Dobre samopoczucie konfidenta było dla nich bezcenne jako zapowiedz lojalnej współpracy.
Nader często używany jest też argument:''Nie byłem współpracownikiem, nawet nie wiedziałem, że mnie zarejestrowali". Stwierdzenia takie bazuje jednak na naszej obecnej wiedzy. W czasach PRL zasady ewidencji operacyjnej stosowane w SB nie były powszechnie znane. Żaden z konfidentów bezpieki, a więc - stosując pojęcia z lat 70 i 80 - tajny współpracownik, kontakt operacyjny, kontakt służbowy czy konsultant, nie wiedział, bo wiedzieć nie mógł, w jakich rejestrach umieszczają go funkcjonariusze SB. Co więcej, można podejrzewać, że nawet dziś, gdy byli konfidencji twierdzą " nie wiedziałem, że mnie zarejestrowali", nie wiedzą, co oznacza rejestracja. Zatem nie mają świadomości, że dane o nich znalazły się w dzienniku rejestracyjnym, a do rozmaitych kartotek włączono kilkanaście kart dających bezpiece pełną wiedzę umożliwiającą skuteczne wykorzystanie danego osobowego źródła informacji. Tym samym nie mają świadomości, że rejestracja umożliwiała wykorzystanie ich przez jednostki SB z całej Polski. Innymi słowy, jeśli tajny współpracownik ps.X został umieszczony w ewidencji operacyjnej, znajdował się w rozmaitych katalogach pozwalających na jak najpełniejsze wykorzystanie sieci agenturalnej. To oznacza, że zadania - za pośrednictwem jego oficera operacyjnego - mogli mu przekazywać esbecy z całej Polski. Nieznajomość procedur rejestracyjnych o niczym zatem nie świadczy. Argument ten jednak łatwo zastosować, pozwala on też byłemu konfidentowi na złożenie szczerej deklaracji. Bo w rzeczy samej nie wiedział, że go zarejestrowali. Wiedział natomiast, że przekazuje informacje, czyli, że współpracuje.
Sprawa pseudonimu agenturalnego była przez funkcjonariuszy bezpieki traktowana elastycznie. W pierwszych latach powojennych uznano, że werbowany konfident obiera go sobie sam. Jednak już na początku lat 50 dopuszczono dwie możliwości : wybór pseudonimu przez werbowanego lub nadanie przez funkcjonariusza dokonującego werbunku. Takie reguły stosowano w kolejnych latach. We wprowadzonej w 1960 r "Instrukcji o pracy operacyjnej" powtórzono wcześniejsze zasady, dodano jednak, że "gdy sytuacja tego wymaga, można odstąpić od zapoznania z pseudonimem tajnego współpracownika, zwłaszcza gdy nie pisze on własnoręcznie doniesień". Te reguły obowiązywały do rozwiązywania SB w lipcu 1990 r.
Pseudonim był tylko narzędziem pozwalającym na zakonspirowanie danych personalnych współpracownika przed innymi funkcjonariuszami resortu. W skrajnych sytuacjach, gdyby materiały operacyjne SB wypłynęły na zewnątrz, miał także uniemożliwić rozszyfrowanie tożsamości konfidenta osobom postronnym. Jeśli donosiciel przekazywał informacje ustnie, a notatki ze spotkań sporządzał funkcjonariusz, to konfident nie musiał znać swojego pseudonimu. Skoro nie sporządzał własnoręcznie doniesień, nie musiał niczego podpisywać. Tym samym pseudonim znali przekazywane bezpiece informacje, albo podpisywali pokwitowania za otrzymane z SB pieniądze.
Osoby, których dowody współpracy się zachowały, najczęściej mówią:''Tak byłem współpracownikiem, ale nie mówiłem nic istotnego, nikomu nie szkodziłem''. Wielokrotnie zwracano już uwagę, że donosiciel nie wiedział, jakie informacje są bezpiece potrzebne. Nie mógł zatem wiedzieć, czy komuś szkodzi, czy nie. Dla bezpieki ważne były nawet najbardziej błahe wiadomości. SB pełniła różne funkcję. Obok represyjnej, równie - a być może nawet większe znaczenie miały: funkcja manipulacyjna oraz informacyjna. Ta ostatnia polegała na zbieraniu szczegółowych wiadomości o osobach, środowiskach uznanych za wrogie wobec komunistycznej dyktatury. Przekazywano je następne instancjom partyjnym, które w ten sposób zdobywały wiedzę o sytuacje w PRL. Należy zatem uznać, że informacji nie ważnych nie było. Każda wiadomość pozwalała na lepsze poznanie ''przeciwnika'',cech charakteru ludzi z danego środowiska, zrozumienie mentalności danej osoby itp. Uzyskanie wielu, z pozoru błahych, danych pozwalało złożyć z takiej mozaiki całość przydatną bezpiece. Czasem byli denuncjatorzy twierdzą:''kontaktowałem się z bezpieką, ale przekazywałem jedynie fałszywe informacje''.Taka teza brzmi szczególnie absurdalnie dla osób, które znają zasady prowadzenia pracy operacyjnej. W tym samym czasie na biurko esbeka spływały dowody jednej, dwu lub większej liczby konfidentów, a także stenogramy z podsłuchów pokojowych czy telefonicznych, fotokopie korespondencyjne, raporty z obserwacji. Jeśli wieć coś się nie zgadzało - któreś ze źródeł kłamało - momentalnie wychodziło na jaw. Formuła ''dałem się, złamać ale prowadziłem z esbekiem grę'', jest jedynie taktyką byłych konfidentów, która miała ich uchronić przed odpowiedzialnością za niegdysiejsze winy. Konfidenci starają się też grać na emocjach odbiorców, twierdząc ''współpracowałem, bo mnie zmusili''. Rzecz jasna zdarzało się, że w latach 70 i 80 pozyskiwano do współpracy za pomocą szantażu. Niemniej takie metody werbunkowe - będące na porządku dziennym w latach 40 i 50 - po odwilży zdarzały się już rzadziej. Esbecy zdali sobie sprawę, że przemoc rodzi opór, a na szantażowanym człowieku nie można polegać. Dlatego wykorzystywano przede wszystkim możliwość kupienia lojalności za pieniądze, pracę, paszport. Dobrze opłacany TW, wdzięczny swemu oficerowi prowadzącemu za '' troskę i gesty uznania'', lepiej wykonywał zadania, niż człowiek złamany i zastraszany. Wszystkie te ''nie wiedziałem'' to najczęściej zasłona dymna, mnożenie wątpliwości, które mają wprowadzić odbiorcę w błąd, czy wzbudzić wątpliwości co do faktu współpracy, no bo skoro nie wiedział. Tymczasem istotą współpracy była gotowość świadczenia usług bezpiece. Prościej powiedzieć ''nie wiedziałem'',''nie szkodziłem'', niż przyznać się ''zdradziłem'',''donosiłem, bo dzięki temu łatwiej mi się żyło''. Znajomość resortowych procedur pozwalała na krytyczną ocenę wypowiedzi byłych współpracowników bezpieki. Kłamstwa powtarzane w dyskusji na temat agentury SB pozwalała obalić książka ''Podręczniki bezpieki. Teoria pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa w świetle wydawnictw resortowych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL (1970-1989 )'', wydana przez Instytut Pamięci Narodowej.
Filip Musiał .
Wracamy do podstaw. Wielka Polska, ale po lustracji, dekomunizacji, debolszewizacji.
I jaka ta Polska, suwerenna, czy w strukturach, np. UE ?
Katolickie Pastwo Narodu Polskiego
- ideologia i projekty ustroju powojennej Polski
Podziemie dążyło do utworzenia własnej, specyficznie polskiej
formy ustrojowej, która zapewniałaby państwu charakter narodowy
. Postulat odbudowy Wielkiej Polski jako państwa narodowego
i katolickiego był jednym z najczęściej rozważanych problemów
w publikacjach obozu narodowego. Odrzucając systemy totalitarne
i liberalne, narodowcy nawoływali do ustanowienia ustroju,
który ograniczałby powszechną demokrację, oddając w ręce
polskiej elity narodowej. Podstawą projektowanego przez nacjonalistów państwa, miało być powiązanie ideologii obozu narodowego
i katolicyzmu, stąd też często określano je powszechnie mianem Katolickiego Państwa Narodu Polskiego.
Ideologia
Naród uznawano za najwyższą i ostateczną formę powstałą w historycznym procesie rozwoju społeczeństwa. Stanowił on w rozumieniu narodowców żywy organizm, instytucję prawa naturalnego,
porównywaną do wspólnoty rodzinnej lub „związku przyjaciół”. Był
także postrzegany jako naturalna wspólnota kulturalna, historyczna,
jako jedność pokoleń przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Naród
miał być fundamentem bytu państwowego przyszłej Polski. Interes
narodowy traktowano jako czynnik decydujący, ważniejszy od
interesu jednostki, którego wszakże, na co kładziono nacisk, nie
można pomijając, gdyż wówczas naród utraciłby moralną podstawę
istnienia. Nie było też celem narodowców, tak charakterystyczne dla totalitaryzmów, dążenie do sztucznego ujednolicenia
narodu, gdyż zdawano sobie sprawę, że w istocie prowadzi
to do zubożenia indywidualności ludzi i ostatecznie jest szkodliwe
dla rozwoju samego narodu. (...)
Nacjonalizm nasz, jako nacjonalizm katolicki, stoi na gruncie uszanowania
człowieczeństwa jednostki oraz odrębności wspólnot narodowych,
ich praw i dóbr. Zarazem w imie instynktu samozachowawczego
oraz zasad sprawiedliwości domagamy się tego od innych, a gdy
zachodzi tego potrzeba, walczymy o to. Służyć swemu narodowi na
gruncie takiej idei i jej zasad spełniamy nie tylko swój obowiązek w odniesieniu
do wspólnoty, która nas wydała i uformowała, ale walczymy
ponadto o zdrowe, sprawiedliwe jutro, lepszy porządek w świecie.
Mimo ostentacyjnie podkreślanego nacjonalizmu ruch narodowy
odżegnywa się od pomysłów zorganizowania państwa
i narodu na wzorach totalitarnych, rasistowskich czy klasowych.
Koncepcje tego rodzaju postrzegano jako materialistyczne, obce
polskiej tradycji i niezgodne z zasadami religii katolickiej. (...)
Połączenie nacjonalizmu i katolicyzmu podkreślało hasło walki
o Katolickie Państwo Narodu Polskiego. Synteza ta była uważana za
coś naturalnego i oczywistego: naród - tłumaczono - jest dla człowieka
glebą, atmosferą a religia słońcem. W myśli obozu narodowego
religia katolicka uznana była za fundament i treść duchową kultury
polskiej. Instytucję Kościoła uznawano za najwyższy autorytet, wychowawcę narodu i strażnika moralności. Sprzeciwiano się jednak
podporządkowaniu kościoła państwu lub wprzęgnięciu go w tryby
machiny państwowej. Przyznawano mu natomiast kluczową rolę
w życiu duchowym i procesie wychowawczym człowieka. Wyznawana przez nacjonalistów etyka katolicka była zabezpieczeniem szanowania swobody jednostki i całej zbiorowości narodowej w ramach
państwa. Uznawano ją za regulator współżycia zarówno pojedynczych ludzi w społeczeństwie, jak też całego narodu w stosunku do
innych społeczeństw. Obóz narodowy postulował realizowanie za-
sad zawartych w nauce społecznej Kościoła we wszystkich dziedzinach życia państwowego, rodzinnego, gospodarczego i kulturalne-
go. Przykładem tego był propagowany status rodziny, uważanej za
podstawowy składnik tworzący wspólnotę narodową. W powojennej
Polsce zdrowa moralnie i postępująca zgodnie z zasadami religii katolickiej, rodzina miała posiadać osobowość prawną i pozostawać pod opieką państwa. Obowiązujące prawo rodzinne i małżeńskie
miało w całości realizować przykazania Kościoła katolickiego. (...)
Rodziny, a w szczególności rodziny wielodzietne, miałyby otrzymywać specjalne przywileje, ulgi podatkowe i zapomogi od państwa.
Powojenne państwo miało pełnić funkcję służebną wobec narodu
polskiego. Zadaniem władzy miało być dbanie o dobro wspólne
narodu. Polacy dzięki narodowemu charakterowi państwa zyskiwali bezpieczeństwo, wolność, pełniejszy rozwój osobowości, wychowania i wykształcenie. W tak rozumianym państwie - organizacji narodu - Źródłem władzy miał być naród polski, odrzucano możliwość
przynależności do wspólnoty obywateli mniejszości narodowych,
które nadal mogłyby zamieszkiwać Polskę, byłyby jednak ograniczonych w swych dotychczasowych prawach. Jedynym i wyłącznym
gospodarzem „państwa - domu narodu” mieli być Polacy. Narodowcy stali na stanowisku, że nadrzędnym celem państwa będzie
zabezpieczenie swobodnego rozwoju narodu polskiego i realizowanie jego aspiracji. Swobodny rozwój mniejszości byłby możliwy tylko o tyle, o ile nie wchodziłby w konflikt z interesem narodowym Polaków. (...)Wojciech Jerzy Muszyński
Fragmenty książki ''W walce o Wielką Polskę''
Nie do mnie już, oceniać, jak to przełożyć , na dzisiejsze realia gospodarcze. Ale zarys ideologiczny jest na czasie, i do zrealizowania.
Posłużyłem się wieloma publikacjami, by przybliżyć wszystkim polskie realia, oraz cele, na których powinniśmy się szczególnie skupić i zrealizować. Twierdzę że nie można zbudować narodowej Polski, bez rozliczeń z przeszłością. Jeżeli ktoś myśli inaczej, poddał się indoktrynacji.
Bo żeby budować Wielką Polskę, nie można być na zewnątrz radykalny, a w środku siebie liberalnym demokratą .
Jeżeli chcemy budować, musimy być konsekwentni w myśleniu, w działaniu, w czynach.
Nie możemy tolerować wrogich elementów, iść na kompromis.
Nacjonalizm naszą drogą !
Opracował, Janusz Mucha.
Dodane przez narodowiec9 dnia maj 07 2009 21:04:54
Integracja narodowa '' Małopolska '' to inicjatywa Obozu Wielkiej Polski mająca na celu wychowanie obywatelskie w duchu narodowym i działanie dla dobra narodu polskiego.
Proponujemy spotkania plenarne zainteresowanych, kursy polityczne, wycieczki, ogniska,działanie w terenie, wymiana informacji i materiałów. Wspólne inicjatywy – stworzenia ogniw politycznych, literackich, ideologicznych, ekonomicznych.
Ma to być samorealizacja ogniwa oraz każdego indywidualnie z osobna. Obok działalności zespołowej ważna jest działalność osobista dla wychowania obywatela państwa narodowego.
Jesteśmy poza podziałami, otwarci na wszystkie propozycje i sugestie.
Zasady moralne :
Tekst niniejszy jest przemówieniem Romana Dmowskiego, wygłoszone na zakończenie obrad powołujących do istnienia Obóz Wielkiej Polski w Poznaniu, dnia 4 grudnia 1926.
W Obozie Wielkiej Polski szeregują się ludzie, wyrośli w pracy politycznej różnych stronnictw, a obok nich wielu, którzy w życiu politycznym dotychczas czynnego udziału nie brali. Wobec tego uważam za konieczne od początku jasno określić zasady moralne, którymi wszyscy członkowie organizacji muszą się kierować w swym postępowaniu.
Zorganizowany należycie naród jest potęgą, której nic na świecie przeciwstawić się nie zdoła. Wobec tego organizacja narodowa ma obowiązek działać uczciwie i otwarcie. Tylko obozy, działające przeciw narodowi i jego dobru, mają potrzebę uciekania się w walce o swe cele do środków nikczemnych - do kłamstwa, obłudy, oszczerstwa, nawet do skrytobójstwa.
Organizacja, wysoko ceniąca godność swego narodu, pragnąca, ażeby jak najwyżej stał pod względem religijnym i moralnym, może działać tylko środkami uczciwymi. Uczciwość wszakże, gdy staje do walki, wymaga wielkiego męstwa. Tchórze nigdy nie walczą uczciwie.
Dlatego Obóz Wielkiej Polski wymaga od wszystkich członków swoich bezwzględnej uczciwości w postępowaniu politycznym i męskiej odwagi. Na kłamców, intrygantów, oszczerców, na obłudników, załatwiających swe prywatne sprawy pod pozorem służby publicznej, na tchórzów, strzelających zza płotu, na skrytobójców fizycznych czy moralnych w naszym Obozie miejsca niema. Gdy Ojczyzna będzie zagrożona od zewnątrz czy od wewnątrz, staniemy do walki o byt jej bezpieczeństwo o pomyślny jej rozwój, o jej dobro moralne i materialne walczyć będziemy na każdym kroku ale w walce prawej, rycerskiej, nie chowając się przed niebezpieczeństwem.
Ludzi, którzy nie będą umieli się poddać tym naszym zasadom moralnym, pozbędziemy się rychło.
Tylko tą drogą idąc, osiągniemy swój cel - wielkość swego narodu, a z nią potęgę państwa.
My te zasady przekładamy na dzień dzisiejszy. Z tym że widzimy w naszej społeczności, i członków OWP, jak i MW, ONR, NOP, SN, PPN oraz wszystkich sympatyków Idei Narodowej
Działamy poza podziałami, dlatego stawiamy na przede wszystkim na miłość, przywiązanie i oddanie dla Ojczyzny – POLSCE !
Nasze motto :
'' NACJONALIZM – podstawa społeczno – polityczna i ideologia uznająca interes własnego NARODU za jedną z najwyższych wartości.
Jest to pogląd uznający SUWERENNE PANSTWO NARODOWE za najwłaściwszą formę organizacji danej społeczności złączonej wspólnotą pochodzenia, języka, historii, kultury.
Przeciwstawiamy się :
- manipulowaniu naszym sposobem myślenia i narzucania nam z góry ustalonego sposobu życia
odrzuceniem przez obecny system, patriotyzmu, miłości do Ojczyzny, przywiązaniem do tradycji i historii
W obecnym systemie przede wszystkim liczy się ICH prawda, ICH sposób myślenia.
W tak zwanej demokracji i liberalnej gospodarce człowiek staje się wyłącznie pionkiem na szachownicy możnych tego świata.
W prasowych i telewizyjnych 24 godzinnych, ideologicznych wykładach na wszech niezastąpionym liberalnym i unijnym dobrobycie i tylko takiej drodze dla Polski – zapominamy o najważniejszym – że świat i życie wokół nas jest inne. My mamy wpływ na to, i możemy zmieniać,i siebie, i innych, i Polskę.
Czołem Wielkiej Narodowej Polsce !
NABÓR :
gg 8981548
narodowarewolucja@wp.pl
http://polskinacjonalizm.blog.onet.pl
http://narodowa.tnb.pl/newsh.php
Dodane przez narodowiec9 dnia marzec 14 2009 13:38:21
„Myśli nowoczesnego Polaka”
„Jestem Polakiem - więc mam obowiązki polskie : są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”.
„Jestem Polakiem - więc całą rozległą stroną swego ducha żyję życiem Polski, jej uczuciami i myślami, jej potrzebami, dążeniami i aspiracjami. Im więcej nim jestem, tym mniej z jej życia jest mi obce i tym silniej chcę, żeby to, co w mym przekonaniu uważam za najwyższy wyraz życia stało się własnością całego narodu”.
„Głębokie poczucie wspólności z narodem, z jego interesami i dążeniami, nie zależy od tego, czy ojczyzna w danej swej fazie rozwojowej i w danym położeniu podoba nam się, czyśmy z niej zadowoleni, ale zdolne jest ono objawiać się z równą siłą we wszelkich warunkach, zarówno względem wolnej ojczyzny, jak względem będącej w niewoli, czy gdy trzeba, żeby jej bronić, czy w jej imieniu napadać. Na takim tylko patriotyźmie można budować narodową przyszłość”.
„Do wad, uważanych przez nas za nadzwyczajne zalety, należy... nasza tradycyjna bierność, którą się w ostatnich właśnie czasach przy każdej sposobności szczycimy. Nie nazywamy jej po imieniu, bo to brzmi brzydko, ale produkujemy ją publicznie pod gładkimi imionami wspaniałomyślności, bezinteresowności, tolerancji, humanitaryzmu itd. Wbiliśmy sobie w głowę fikcję, że te właśnie piękne przymioty były najdodatniejszymi czynnikami naszej historii, i to nam przede wszystkim przeszkadza historię własną zrozumieć. To, co świadczyło o naszej słabości, najczęściej podajemy za główną naszą siłę, tak dziś, jak dawniej”.
„Bezczynność polityczna nigdy nie uwalnia od odpowiedzialności za klęski spadające na naród z powodu czynów niedojrzałych i lekkomyślnych, bo wtedy jest się odpowiedzialnym za to, że się w ważnej chwili dziejowej nic nie robiło”.
„Dla... kosmopolitów rozmaitego typu, rozmaicie nazywanych, nacjonalizm jest kierunkiem wstrętnym. Ich instynkt samozachowawczy, nie mający nic wspólnego z instynktem samozachowawczym narodu, buntuje się przeciwko kierunkowi, który nakazuje obowiązki względem żywego organizmu nie zaś abstrakcji. Istota żywa, mówiąc trywialnie, potrzebuje jeść, podczas gdy abstrakcji etyczny kult wystarczy, ostatnia więc taniej kosztuje”.
Roman Dmowski „Kościół, naród i państwo”
„Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę”.
„Państwo polskie jest państwem katolickim. Nie jest nim tylko dlatego, że ogromna większość jego ludności jest katolicką, i nie jest katolickim w takim czy innym procencie. Z naszego stanowiska jest ono katolickim w pełni znaczenia tego wyrazu, bo państwo nasze jest państwem narodowym, a naród nasz jest narodem katolickim”. Jan Ludwik Popławski „Wybór pism”
„Żadna moc nie odbierze tradycji, wspomnień dziejowych i kultury, bo te w nas tkwiące nieprzezwyciężenie, jak pamięć, jak rozum, jak dusza w człowieku. Nikt nam Polakom nie weźmie świadomości tej naszej pełnej, bo wiemy, że jesteśmy narodem posiadającym po temu wszystkie dane, wiemy, żeśmy od innych odrębni, że różnimy się nieskończenie całą przeszłością, mową, tradycją, charakterem... Wiemy nareszcie, iż stać nas hojnie na coraz dalszy rozwój sił i zdolności, że stąd zadania nasze w świecie są wielkie i wielkie, a oczywiste prawa nasze. Zrozumienie wspólnych nam wszystkich interesów narodowych i odpowiednich obowiązków naszych, mądra świadomość obywatelska stanowi jakby najwyższe ogniwo arcypotężnej spójni. A ta nas kojarzy od głębi, od rdzenia, aż do szczytu w przeszłości, teraźniejszości i na przyszłość daleką; imię jej, jak powiedziano już narodowość, trwałość i siła nadzwyczajna. Przez nią, przez moc tę, my, naród polski, dźwigamy się znów po tylu nieszczęściach, odradzamy się, rozrastamy i da Bóg, posiądziemy należną nam niepodległość i chwałę”.
„Od 1000 lat zalew niemiecki systematycznie podrywał nasze dziedziny... Potęga państwa pruskiego i kultury niemieckiej przerażać może tych tylko, którzy w przyszłość patrzeć nie umieją, a przeszłości nie pamiętają”.
Zygmunt Balicki „Wybór pism”
„Uczucie narodowe nie może być biernym, wobec siły, która je zniweczyć pragnie, ale napięciem swoim musi jej dorównywać, musi ją przewyższać nawet, gdyż zadaniem jego jest zastąpić, w części przynajmniej, brak sił materialnych w odporze”.
„Jeżeli patriotyzm jest uczuciem narodowym, to nacjonalizm jest narodową myślą, która bez podłoża uczuciowego ani powstać, ani rozwinąć się nie może, stanowi jednak zjawisko duchowe bardziej złożone, przypuszcza bowiem istnienie wśród zbiorowości pewnego przynajmniej stopnia organizacji, a w każdym razie ujęcia opini publicznej w karby dyrektyw obowiązujących. Znaczy to, że muszą powstać pewne ośrodki w społeczeństwie, zdolne do zbiorowego myślenia o losach i przyszłości narodu stanowiące laboratorium tego, co nazywamy polityką narodową. Patriotyzm obraca się jedynie w dziedzinie masowego, ale rozproszonego odczuwania stanów wewnętrznych i doznań zewnętrznych, oraz odruchowego lub uczuciowego na nie reagowania, skoro jednak tylko zjawia się w łonie narodu myśl przewodnia, dążąca planowo do przeprowadzenia pewnych celów w zakresie obrony, wzmocnienia i ekspansji narodu, powstają już w jego łonie zaczątki nacjonalizmu”.
Zygmunt Balicki „Zasady wychowania narodowego”
„Wychowanie narodowe wymaga od jednostki innego stosunku do Ojczyzny niż jako do czegoś, co na zewnątrz duszy istnieje, przy całym pragnieniu dobra tej Ojczyzny i potępianiu wszystkiego, co w nią godzi. Dusza polska nie tylko nosi Ojczyznę wewnątrz siebie, ale czuje się również wewnątrz niej, wszystkimi swymi splotami z nią zespoloną i zlewa całkowicie swą osobowość z jej jaźnią - a taki związek tylko wówczas utrwalić się może, gdy pokłady instynktu narodowego sięgają do głębin przeszłości ojczystej”.
„W wychowaniu narodowym mężczyzn patriotyzm nie wystarcza. Muszą oni za młodu nawykać, w odpowiednim wiekowi swemu zakresie, do systematycznego obejmowania całości życia narodu, całokształtu jego zadań, spraw i celów, do umiejętności rozwiązywania węzłów i sprzeczności życia publicznego, muszą nadto mieć tę głęboko zakorzenioną w duszy świadomość, że Ojczyzna - to gmach realny, który nieustannie planem budować i wznosić należy, że nie wolno nic trwonić z dorobku przeszłości, lecz trzeba go w każdym pokoleniu pomnażać. W ten sposób młodzież ma zawczasu rozwijać w swej duszy zarówno poczucie przyszłej za całość dóbr narodowych odpowiedzialności, jak i uczucia gospodarcze względem własnego kraju. Spadkobierca spuścizny ojczystej i późniejszy odpowiedzialny jej gospodarz innym okiem i z innym uczuciem patrzeć musi na czekające go w przyszłości dziedzictwo, niż widz postronny, dla którego jest ono tylko podmiotem spostrzeżeń”.
Jan Mosdorf
„Podstawę stosunku jednostki do Narodu stanowią instynkty i uczucia narodowe tkwiące w najgłębszych pokładach jej duszy. Wiedzeni tym instynktem gotowi jesteśmy zginąć na polu walki, wiedzeni tą miłością Narodu, jemu tylko służyć pragniemy. Żaden frazes nie zasłania nam tego celu”.
Jan Mosdorf „Akademik i Polityka”
„Dla jednych jesteśmy reakcjonistami, konserwatystami, klerykałami i fanatykami dla innych jesteśmy radykałami, ateuszami, oportunistami. Dla nas te podziały nie istnieją. Jesteśmy konserwatystami prawda, bo uważamy za rzecz konieczną i zdrową pielęgnowanie tradycji, kultury, życia rodzinnego i łączności z polską przeszłością. Ale jesteśmy też postępowcami, bo idziemy śmiało naprzód, bez przesądów odrzucając wszystko, co jest szkodliwe dla narodu”.
„Student uciekający od pracy społecznej jest takim samym dezerterem jak poborowy uchylający się od wojska”.
Jan Mosdorf „Sztafeta”
„Rewolucja myślenia i rewolucja działania - oto droga po której dążymy. I choć nie posiadamy jeszcze pełnej odpowiedzi na wszystkie zapytania, które sobie stawiamy, to wiemy, że braki nasze uzupełniamy łatwiej. Dzieci okresu burzy uczą się szybciej. (...) Dalecy od awanturnictwa politycznego, łączyć umiemy chłodną myśl z gorącą wodą”.
Jan Mosdorf „Wczoraj i Jutro”
„Pacyfizm jest równie doktrynerski, jak wegetarianizm, ale nierównie od niego szkodliwszy. Gotowość do ekspresji nie jest celem narodu, ale warunkiem jego istnienia. Społeczeństwa niechętne wojnie ginęły zawsze w ciągu dziejów i zawsze ginąć będą”.
„Jesteśmy fanatykami, bo tylko fanatycy umieją dokonać wielkich rzeczy. Nienawidzimy kompromisu: jest to nie tylko cechą młodości naszej, ale ducha czasów w których żyjemy”.
„Skoro już kogoś nie stać na twórczość własną, to już lepiej żeby naśladował rodzimie wzory, niż bezmyślnie małpował prądy modne za granicą, co tak razi we wszystkich ruchach faszystowskich”.
„Rozum dzieli ludzi, uczucia łączą. Nas w szczególności łączyć rozum nie może, skoro szablony myślenia leżą rozbite u naszych stóp. (...) Postawa uczuciowa jest wciąż ta sama, co więcej jest wspólna wszystkim masom”.
Jędrzej Giertych „Polski obóz narodowy”
„Obóz narodowy to jest nie tylko strategia polityczna i koncepcja polityki zagranicznej, ale to jest także i ideologia. Jest to przede wszystkim idea narodowa. Przedmiotem troski tego obozu nie jest interes tej czy innej klasy społecznej, nie jest to także zaspokojenie potrzeb poszczególnej jednostki, nie są wreszcie cele międzynarodowe, ale jest to dobro narodu. Można by polską ideę narodową - to znaczy ideologię „endecji” - nazwać nacjonalizmem, gdyby nie to, że słowo to nabrało w dzisiejszych czasach nieco innego znaczenia. Ale dobro narodu nie jest w pojęciu polskiego obozu narodowego dobrem najwyższym. Dobrem najwyższym jest Bóg. Dobro narodu, tak samo, jak dobro poszczególnej rodziny, podporządkowane być musi prawu moralnemu. Ideologia obozu narodowego to ideologia Boga i ojczyzny”.
Jędrzej Giertych „My nowe pokolenie”
„Polska od nas wymaga, byśmy byli pokoleniem wielkim. My pokoleniem wielkim będziemy. Nie zawiedzie się na nas historia. Rozumiemy nasze obowiązki i mamy wolę obowiązkom tym sprostać. Idziemy, rwiemy się do czynu. Ramiona nam się prężą do pracy, palą się nam głowy i serca. Z wiarą w Boga i Ojczyznę, z wolą dozgonnej Im służby wchodzimy w życie, idziemy objąć wszystkie posterunki. My, synowie odrodzonej Polski, nowe pokolenie!” (str. 119 – jest to ostatni akapit książki),
„Istotą tego, co się dzisiaj w świecie dzieje, jest walka świata chrześcijańskiego z antychrześcijańskim. Po raz drugi od czasu narodzenia się islamu i od jego podbojów, które przekształciły w dziedziny muzułmańskie rozległe kraje, ongiś na wskroś chrześcijańskie (Syrię, Palestynę, Małą Azję, cały w ogóle Bliski Wschód, a dalej Egipt, Afrykę Północną, tę Afrykę Północną, która wydała świętego Augustyna, a wreszcie Konstantynopol i większą część Półwyspu Bałkańskiego, a nawet część Hiszpanii), po raz drugi od owej groźnej epoki, narodziły się w świecie siły, uosobione w komuniźmie, a przelotnie także w hitleryźmie, które sprzysięgły się na to, by świat chrześcijański, by religia chrześcijańska, by cywilizacja oparta o podstawy chrześcijańskie, by cały w ogóle byt narodów, odwiecznie żyjących życiem chrześcijańskim, doprowadzić do ostatecznej zagłady”. ( str. 10 – 11, przedmowa do wydania trzeciego)
„To właśnie my reprezentujemy postęp. My mamy przyszłość przed sobą. My w coraz większej powszechności naszej wiary zdobywamy dowód na potwierdzenie słuszności naszego poglądu, iż nie ma sprzeczności między największą nawet głębią nowoczesnej, przez wiek XIX stworzonej, lub skontrolowanej wiedzy, a najbardziej prostą, powiedzmy nawet prostaczą, właściwą maluczkim pobożnością i wiarą”. ( str. 23 – Służba Bogu)
„Nasz patriotyzm, gorący, płomienny, namiętny, ma w sobie coś z cierpienia, coś z ofiary, coś z gotowości do poświęcenia całego siebie, swego szczęścia i spokoju na ołtarzu Ojczyzny. To nie tylko okres rozbiorów stworzył nas takimi, a poczucie zagrożenia Polski między młotem Niemiec a kowadłem Bolszewii zachowuje. To całe nasze dzieje, cała nasza przeszłość, upływająca pod ciągłą grozą najazdów, w ciągłych nawrotach „potopów” i „ruin” tak naszą miłość do Ojczyzny zabarwiła. A jest jeszcze jedna cecha, wyróżniająca nasz patriotyzm od innych: obiektywizm w ustosunkowaniu się do uczuć i dążeniu innych ludów. Niemiec depcze prawa innych ludów bez skrupułów i wahania. W nas wszystko się burzy na myśl o ucisku, my broniąc naszych praw i naszego narodowego interesu staramy się to czynić tak, by możliwie cudzych praw nie gwałcić, by możliwie nasze egoistyczne dążenia z obiektywną słusznością pogodzić. Bo byliśmy zawsze „przedmurzem chrześcijaństwa”, broniliśmy nie tylko naszego narodu, lecz większej całości, której ten naród był częścią: całego chrześcijańskiego świata i nauczyliśmy się (czego inne ludy nie umieją) pamiętając o bliższych, bezpośrednich interesach własnego narodu, umieć także wznieść się na szerszy ponadnarodowy punkt widzenia”. (str. 33 – 34, Ojczyzna),
„Ojczyznę nie dlatego się kocha i wielbi, że jest wspaniała i wielka, a dlatego, że jest Ojczyzną, tak samo, jak rodziców kocha się dlatego, że są rodzicami, choćby się zaliczali do prostaczków i nie dorównywali innym ludziom sławą i wiedzą czy innymi zaletami”. (str.45, Nauka)
„Dlatego też żaden obywatel w dzisiejszych warunkach ustrojowych (tak samo zresztą jak żaden członek elity umysłowej w okresie rządów absolutystycznych) nie ma prawa się od polityki odsuwać. Odsuwanie się od niej uczciwych i mądrych ludzi pociąga automatycznie za sobą stworzenie wolnego pola dla nieograniczonej działalności szumowin. Gdy czynniki patriotyczne, kulturalne, oświecone nie kwapią się z objęciem rządów, albo też kwapią się nie dość energicznie, obejmie je z pewnością zgraja aferzystów i demagogów, żerujących na najniższych instynktach mas i kierujących się nie względem na dobro Ojczyzny, a własnym, jednostkowym, lub koteryjnym interesem. Nie mamy prawa nie zaprzątać sobie głowy polityką, my, akademicy przyszli, teraźniejsi i niedawni. To my, polska młodzież wykształcona, mamy wytworzyć elitę umysłową narodu, my w przyszłości bardzo niedalekiej będziemy głównie za jego los odpowiedzialni”. (str. 58, Polityka)
„Możemy popierać tylko te stronnictwa i kierunki, które: 1. dbają przede wszystkim o dobro Państwa i Narodu, podporządkowując mu interesy partykularne, dzielnicowe, stanowe i inne; 2. rozumieją rolę religii i moralności w życiu narodowym; 3. doceniają znaczenie ładu, karności społecznej, prawa i praworządności; 4. dążą do równowagi społecznej i do dobrobytu jak najszerszych mas”. (str. 60, Polityka)
„Rodzina jest podwaliną społeczeństwa. Tak, jak ludzkość stoi na narodach, tak narody wbrew temu, co głoszą pomyleni zwolennicy wysunięcia jednostki na plan pierwszy, atomizujący społeczeństwo i sprowadzający je do poziomu stada, stoją na rodzinach. Kto dba o dobro Ojczyzny, komu drogie jest zdrowie moralne społeczeństwa, ten musi sobie przede wszystkim zdawać sprawę z wagi, jaką w życiu społecznym posiada instytucja rodziny. A że wszędzie, gdzie chodzi o dobro społeczne, jednostka najwięcej może zdziałać rozpoczynając dbałość o to dobro od siebie, obowiązkiem każdej jednostki, która ma świadomość swej współodpowiedzialności za losy narodu, jest dbać o jak największą moc wewnętrzną rodziny własnej”. (str. 70, Ognisko rodzinne)
„Cały sens istnienia naszej organizacji polega na tym, że urabia ona garstkę młodzieży niewielką, ale pierwszorzędnie dobraną, uwolnioną od wszystkich żywiołów, któreby choć cokolwiek mogły jej poziom obniżać. Nie naszym jest zadaniem obejmowanie jak najszerszych mas. My musimy kształcić jednostki, lecz jednostki mające warunki do wyrobienia się na ludzi, pełniących w życiu publicznym rolę kierowniczą i dzięki temu mogących na masy oddziaływać”. (str. 93, Tytoń i alkohol, oszczędność)
„Nie dajmy się unosić megalomanii organizacyjnej, nie wyobrażajmy sobie, że chcąc elitę narodową wychować, już elitą naprawdę jesteśmy. Mogą być i są z pewnością poza naszym ruchem i jednostki i środowiska wartościowsze od nas. Twórczej, użytecznej pracy ideowej jest w Polsce dużo, nie bądźmy ślepi i umiejmy ją dostrzec. Nie zasklepiajmy się jak ślimak w ramach naszej własnej organizacji, nie odnośmy się wobec innych organizacji lekceważąco, ani zawistnie. Utrzymujmy z nimi kontakty, pomagajmy im w ich działalności, myślmy raczej o tym co nas z nimi łączy, nie o tym co dzieli”. (str. 108, Harcerstwo)
„Jesteśmy ludźmi wielkich celów, wielkich spraw, wielkich ideałów. Tylko one są pociągające dla nas, tylko mając je przed sobą uważamy, że warto żyć. Dlatego mamy szanse wywiązania się z wielkich, oczekujących nas zadań. Ale pracujmy nad sobą, by nasze młodzieńcze cechy zachować”. (str. 110 – 111- przypis, My nowe pokolenie!)
Dodane przez narodowiec9 dnia październik 04 2008 12:31:04
Pojęcie niemal równie wieloznaczne jak socjalizm. W najogólniejszym sensie oznacza wysuwanie interesu narodowego na pierwszy plan. Inaczej mówiąc, jest to wysuwanie lojalności narodowej ponad lojalność rodową, szczepową, dynastyczną, klasową, zawodową, ideologiczną, wyznaniową, rasową itd.
W końcu XIX w. nadawano nacjonalizmowi charakter doktrynalny stawiając zasadą, że dobro narodu jest najwyższym prawem i miarą wartości moralnych. Można to określić jako nacjonalizm pogański, w postawie etycznej podobny do "naukowego" socjalizmu.Nacjonalizm może być zarówno demokratyczny jak totalistyczny (faszyzm). Ten ostatni uważać można za degenerację nacjonalizmu podobnie jak komunizm jest degeneracją socjalizmu.Wątpliwe jest rozciąganie pojęcia nacjonalizm na ruchy niepodległościowe antyeuropejskie w Afryce, jak to robią Amerykanie i Anglicy. Francuzi nazwali te ruchy "nacjonalizmami bez narodów".
Trudno jest mówić o nacjonalizmie tam, gdzie nie naród ale plemię jest podstawowym tworem społeczno-politycznym, gdzie patriotyzm państwowy ogranicza się do szczupłej grupy inteligencji o zagranicznym wykształceniu.Nacjonalizm może mieć charakter separatystyczny. Tak jest wśród narodowości, które bądź nigdy nie miały swego państwa, bądź dawno je utraciły. Przykładami mogą być Katalończycy czy Flamandowie w Europie Zachodniej, Słowacy czy Chorwaci w Europie Środkowej, Ukraińcy czy Białorusini w Europie Wschodniej.
Nacjonalizm bywa też pojmowany jako ruch polityczny, jeden z kierunków w społeczeństwie. Pojawia on się zazwyczaj jako reakcja na zagrożenie bytu narodowego. Dlatego w narodach bezpiecznych, np. w Anglii może być bardzo silny nastrój nacjonalistyczny, prymat lojalności narodowej, nawet egoizm narodowy, a nie będzie stronnictwa nacjonalistycznego. Natomiast ruch nacjonalistyczny będzie w narodach, których byt jest trwale zagrożony, albo zależny od obcych.
W Polsce za polityczny wyraz nacjonalizmu uważano ruch narodowy (Liga Narodowa, Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne, Związek Młodzieży Polskiej Zet, Narodowy Związek Robotniczy, Związek Ludowo-Narodowy, Obóz Wielkiej Polski, Stronnictwo Narodowe) oraz jego odpryski jak Obóz Narodowo-Radykalny. Jednakże obóz narodowy sam nie określał się jako nacjonalistyczny, wychodząc z założenia, że to określenie zawiera w sobie element doktrynalny i sprowadza obowiązek narodowy do części jakby tylko społeczeństwa.
W istocie czynników nacjonalistycznych można się w Polsce doszukać łatwo także poza obozem narodowym, a nawet przed jego powstaniem.
Dodane przez narodowiec9 dnia wrzesień 30 2008 18:21:27